Tak trudno się dogadać?!

Bez dwóch dobrych zawodników pojechała na hiszpańskie zgrupowanie ekipa Lecha Poznań. Takich, których trudno będzie zastąpić, choć nie widać, by ktokolwiek usiłował się tym problemem zamartwiać. Nic nie jest przesądzone, powrót Bartka Ślusarskiego i Rafała Murawskiego do pierwszej drużyny ciągle jest możliwy, do rozpoczęcia rozgrywek pozostało sporo czasu. Czyżby jednak w grę wchodziły teraz inne działania – takie, jak próba rozwiązania z piłkarzami kontraktów?

Sytuacja jest zagadkowa, pełna wątpliwości, na każdym kroku spotykamy rozmaite próby jej interpretacji. Znam takich, co twierdzą, że perspektywa oszczędzenia setek tysięcy złotych jest dziś dla władz pogrążonego w kryzysie finansowym klubu bardziej kusząca niż osiągnięcie sportowego sukcesu. Problem jednak w tym, że nic nie wskazuje, by obaj piłkarze zgodzili się na szybkie i polubowne odejście z Bułgarskiej. Nie są zasypywani ofertami z innych klubów.

Na intratne propozycje z pewnością nie może liczyć zarabiający w Poznaniu dużą kasę Rafał. Nie jest jeszcze w pełni sił, kończy rehabilitację po niedawnym zabiegu. Nie wierzę, by jakikolwiek klub zaryzykował podpisanie z nim takiego kontraktu, który by zawodnika usatysfakcjonował. Niezależnie od tego, czy będą trenować z rezerwami, czy poświęcą swoją piłkarską klasę i umiejętności pierwszej drużynie, obowiązującą do lata umowę wypełnią, bo stan klubowych finansów nie jest problemem spędzającym im sen z powiek. Z takiego układu zadowolony może być tylko Patryk Kniat, trener drugiego Lecha. A także jego młodzi podopieczni, mający szansę podpatrywania gwiazd polskiej piłki, trenowania z ich udziałem.

Mieć do dyspozycji dwóch bardzo dobrych i doświadczonych piłkarzy czy ich nie mieć? Dla trenera, którego czekają ważne i ambitne zadania, pytanie takie jest bez sensu. Żaden generał przed ważną kampanią nie zrezygnuje dobrowolnie z dobrych oddziałów, nie osłabi swoich sił z powodów ambicjonalnych, wychowawczych, czy jakichkolwiek innych. Warto tylko zapytać, czy to ów generał podejmuje decyzje o składzie jego armii, czy czynią to za niego politycy, którym podlega?

W obecnej sytuacji łatwo iść na skróty w komentarzach i próbach interpretacji, pozwalać sobie na domysły, przedstawiać przykłady z życia i proponować rozwiązania. Gdybym i ja miał jakieś sugerować, postawiłbym na jedyne możliwe. Jeszcze jest czas, by się dogadać. Jeżeli w grze są dojrzali i rozsądni mężczyźni, mający wspólne cele, zawsze dojdą do porozumienia – zwłaszcza, gdy Lech nie jest dla nich pierwszym lepszym zakładem pracy. Mogliby to zrobić nawet wtedy, gdyby prawdą było to, co wypisują znawcy naszego futbolu, oglądający Lecha z perspektywy setek kilometrów – że piłkarze dlatego się awanturowali, że nadużyli alkoholu. Owszem, doszło do kłótni, do przesilenia, które podczas ciężkiej pracy na zgrupowaniu treningowym zawsze się może zdarzyć. Nie było natomiast pijackich wybryków – takich, jakie nagminnie zdarzały się w czasach, gdy piłkarzami byli ludzie, którzy dziś Bartka i Rafała pryncypialnie potępiają.

W imieniu tych wszystkich, którym na sercu leży powodzenie Lecha, apeluję: panowie, dogadajcie się! Dyscyplina i ponoszenie konsekwencji za wypowiadane słowa to sprawa ważna, ale są też o wiele ważniejsze. Nie pozwólcie, by za kilka miesięcy wytykano wam, że nie zrobiliście wszystkiego, by Lech był wystarczająco silny.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli