Sytuacja jest zagadkowa, pełna wątpliwości, na każdym kroku spotykamy rozmaite próby jej interpretacji. Znam takich, co twierdzą, że perspektywa oszczędzenia setek tysięcy złotych jest dziś dla władz pogrążonego w kryzysie finansowym klubu bardziej kusząca niż osiągnięcie sportowego sukcesu. Problem jednak w tym, że nic nie wskazuje, by obaj piłkarze zgodzili się na szybkie i polubowne odejście z Bułgarskiej. Nie są zasypywani ofertami z innych klubów.
Na intratne propozycje z pewnością nie może liczyć zarabiający w Poznaniu dużą kasę Rafał. Nie jest jeszcze w pełni sił, kończy rehabilitację po niedawnym zabiegu. Nie wierzę, by jakikolwiek klub zaryzykował podpisanie z nim takiego kontraktu, który by zawodnika usatysfakcjonował. Niezależnie od tego, czy będą trenować z rezerwami, czy poświęcą swoją piłkarską klasę i umiejętności pierwszej drużynie, obowiązującą do lata umowę wypełnią, bo stan klubowych finansów nie jest problemem spędzającym im sen z powiek. Z takiego układu zadowolony może być tylko Patryk Kniat, trener drugiego Lecha. A także jego młodzi podopieczni, mający szansę podpatrywania gwiazd polskiej piłki, trenowania z ich udziałem.
Mieć do dyspozycji dwóch bardzo dobrych i doświadczonych piłkarzy czy ich nie mieć? Dla trenera, którego czekają ważne i ambitne zadania, pytanie takie jest bez sensu. Żaden generał przed ważną kampanią nie zrezygnuje dobrowolnie z dobrych oddziałów, nie osłabi swoich sił z powodów ambicjonalnych, wychowawczych, czy jakichkolwiek innych. Warto tylko zapytać, czy to ów generał podejmuje decyzje o składzie jego armii, czy czynią to za niego politycy, którym podlega?
W obecnej sytuacji łatwo iść na skróty w komentarzach i próbach interpretacji, pozwalać sobie na domysły, przedstawiać przykłady z życia i proponować rozwiązania. Gdybym i ja miał jakieś sugerować, postawiłbym na jedyne możliwe. Jeszcze jest czas, by się dogadać. Jeżeli w grze są dojrzali i rozsądni mężczyźni, mający wspólne cele, zawsze dojdą do porozumienia – zwłaszcza, gdy Lech nie jest dla nich pierwszym lepszym zakładem pracy. Mogliby to zrobić nawet wtedy, gdyby prawdą było to, co wypisują znawcy naszego futbolu, oglądający Lecha z perspektywy setek kilometrów – że piłkarze dlatego się awanturowali, że nadużyli alkoholu. Owszem, doszło do kłótni, do przesilenia, które podczas ciężkiej pracy na zgrupowaniu treningowym zawsze się może zdarzyć. Nie było natomiast pijackich wybryków – takich, jakie nagminnie zdarzały się w czasach, gdy piłkarzami byli ludzie, którzy dziś Bartka i Rafała pryncypialnie potępiają.
W imieniu tych wszystkich, którym na sercu leży powodzenie Lecha, apeluję: panowie, dogadajcie się! Dyscyplina i ponoszenie konsekwencji za wypowiadane słowa to sprawa ważna, ale są też o wiele ważniejsze. Nie pozwólcie, by za kilka miesięcy wytykano wam, że nie zrobiliście wszystkiego, by Lech był wystarczająco silny.
Józef Djaczenko



