[widgetkit id=38] |
Błyskawicznie wykrystalizowały się dwie opcje: jedna za selekcjonerem zagranicznym i druga – za polskim. Ledwo zauważalna mniejszość nieśmiało zauważała, że tu i tak nic się nie da zrobić, więc dajmy sobie z tym wszystkim spokój. Wybór Adama Nawałki wywołał lawinę komentarzy i… oczekiwanie na pierwsze rozdanie powołań. Nowy selekcjoner nie zawiódł i lista powołań znowu podniosła ciśnienie znawcom tematu. A jest ich w tym kraju ładnych parę milionów. Zaistniała realna groźba gwałtownego wzrostu udarów mózgu lub zawałów. Ogólnonarodowa dyskusja przebiegła jednak w sposób umiarkowanie spokojny i pozostało czekać, co pokażą wybrańcy Nawałki na boisku.
Pierwszy mecz znowu zagotował naród. Porażka w beznadziejnym stylu, zawiedzione nadzieje ponad 40-stu tysięcy kibiców na stadionie i… zahamowanie sprzedaży biletów na mecz z Irlandią. Tu jednak okazało się, że górę wziął zdrowy rozsądek. Wybaczono poprzedni mecz, dopingowano kulturalnie i wytrwale, bo… przecież nie od razu Kraków zbudowano. Trzeba było sprawdzić kilku ligowców, zobaczyć świeżych emigrantów, kolejny raz spojrzeć na nasze gwiazdy. Warto było zobaczyć, że Marciniak z Cracovii to zawodnik z dużym potencjałem na pozycji, gdzie posucha straszna od lat, a wygibasów Wawrzyniaka i Boenischa mamy już dość. Dobrze przypomniał się Celeban, krótko, ale pozytywnie pokazał się Brzyski. To niewątpliwe plusy tego sprawdzianu. Warto było zobaczyć, że nic do tej kadry nie wniesie Kowalczyk, Mączyński, Robak, Jędrzejczyk i kilku innych. Ale żeby to właśnie zobaczyć, trzeba było rozegrać te dwa, ciężkie w odbiorze, mecze.
Teraz trzeba poczekać na następny mecz i nowe powołania. One pokażą, czy selekcjoner wyciągnął już pierwsze wnioski. Należy mu się kredyt zaufania, bo jest fachowcem wysokiej – jak na nasze warunki – klasy. A jeśli znowu nie wyjdzie? No cóż… Zadajmy sobie pytanie, czy Mourinho, Guardiola, Klopp czy jakikolwiek inny topowy szkoleniowiec dałby nam gwarancję sukcesu już na starcie? Odpowiedź znajdziecie w refrenie znanej piosenki – „bo do tanga trzeba dwojga…”.



