W sobotę Kolejorz zmierzy się w trudnym meczu z Lechią Gdańsk – drużyną, która dobrze zaczęła sezon, ale potem zaliczyła kilka wpadek, w tym jedną szczególnie bolesną – uległa w ostatniej kolejce Widzewowi aż 1:4. Piłkarzami Lechii byli Łukasz Trałka i Hubert Wołąkiewicz. – Trzeba wreszcie przerwać złą passę meczów w Gdańsku. Nie mamy stamtąd miłych wspomnień, długo tam Lech nie wygrał – mówi ten drugi. Stadiony Lechii – ten stary i ten nowy – nie były przyjazne ani dla Kolejorza, ani dla niego. – Ciągle mi pamiętają, że nie chciałem przedłużyć kontraktu z Lechią – uśmiecha się Hubert Wołąkiewicz zdający sobie sprawę, że czeka go porcja gwizdów. Przekonuje, że nie dociera do niego to, co się dzieje na trybunach.
Drużyna ciężko pracowała w okresie przerwy w rozgrywkach na mecze reprezentacji. Zajęcia odbywały się po dwa razy dziennie. Zawodnicy starali się poprawić to, co najbardziej ostatnio szwankowało – strzelanie bramek. – Do gry w obronie nie było ostatnio zastrzeżeń, nie traciliśmy bramek. Koniecznie jednak trzeba pracować nad skutecznością. Moi koledzy mocno się do tego przykładali – zapewnia Hubert Wołąkiewicz. Przypomina, że także w obronie zawsze jest co poprawiać. W ostatnich spotkaniach, szczególnie w końcówkach, przeciwnicy mieli dobre okazje bramkowe. Konieczne jest zwiększenie koncentracji.
Piłkarze Lecha zapewniają, że do Gdańska pojadą po zwycięstwo. Jak tego dokonać? Zachowując spokój w obronie, grając jak w ostatnich meczach na zero z tyłu i poprawiając skuteczność. Z pewnością okazji bramkowych nie zabraknie. Problem polega na tym, by wykorzystać przynajmniej kilka. Trener Mariusz Rumak zapewnia, że rośnie forma tych piłkarzy, którzy ze względu na kontuzje nie przepracowali z drużyną okresu przygotowawczego. – Nie widzę innego wyjścia niż gra z Lechią o trzy punkty. Musimy zweryfikować pracę, jaką w ostatnich tygodniach wykonaliśmy – mówi.
Trener nie martwi się tym, że jego podopieczni przyjadą z meczów reprezentacji w złych humorach, bo sukcesów nie odnieśli. Do tej pory rozmawiał tylko z Daylonem Claasenem, który wrócił już z meczu drużyny RPA. On akurat ma dobry nastrój, bo wypadł bardzo dobrze, popisał się asystą, z pewnością otrzyma kolejne powołania. – Cieszy się też, że spotkał się z kolegami i znajomymi, że dobrze się pokazał, ale musi jeszcze mocno pracować, by zademonstrować swoje możliwości – dodaje Mariusz Rumak.



