Na treningach pokazuje się z dobrej strony. Popisuje się udanymi strzałami z rzutów wolnych i po dośrodkowaniach. Twierdzi, że jest w dobrej formie i chętnie podejmuje walkę o miejsce w składzie, choć zdaje sobie sprawę, że trudno by mu było wejść do linii pomocy. Lech ma bardzo dobrych zawodników specjalizujących się w grze w środkowej linii. – W Lechu nie ma świętych krów, ja nią też nie jestem. Nikt nie ma pewnego miejsca na boisku. Zdaję sobie sprawę, że częściej gram w obronie niż na swojej nominalnej pozycji, ale nie boję się konkurencji z nikim, nawet z bocznym obrońcą – mówi zawodnik Lecha.
Już zimą będzie miał prawo podpisać nowy kontrakt z innym klubem. – Nie mam żadnej opcji zapasowej, żadnego planu B. W piłce nożnej nie ma czegoś takiego. Dużo można obiecywać, ale nie wszystko zostanie zrealizowane. Zainteresowanie moją osobą nie przesądza jeszcze, że ktoś złoży konkretną ofertę – mówi Matiusz Możdżeń.Czy zagraniczne kluby pytają o niego? – Pytać może i pytają, ale w sporcie wszystko może się w każdej chwili zmienić o 180 stopni – dodaje.
Piłkarz chciałby wiedzieć najpóźniej kilka miesięcy przed upływem kontaktu, jaka przyszłość go czeka. – Decyzję o tym, czy tu zostanę, czy odejdę, trzeba podjąć ze spokojem, a nie w sposób nagły. Nawet jeżeli w styczniu zwiążę się z kimś innym, to i tak muszę jeszcze pół roku spędzić w Lechu. Niewiadomych jest więc bardzo dużo. Jeżeli wrócimy do rozmów z Lechem i dogadamy się, to wszystko inne straci aktualność. Będę mnógł powiedzieć – gramy dalej – podsumowuje piłkarz Kolejorza.



