Znawcy tematu (raczej „znawcy”) spodziewali się, że znacznie surowiej niż Legię UEFA potraktuje Lecha – za wywieszenie przez kibiców transparentu podczas meczu z Żalgirisem. Centrala piłkarska okazała się jednak w tym przypadku tolerancyjna, nie posłuchała nawoływań polskiego ministra spraw wewnętrznych i innych specjalistów od „kibolstwa” żądających napiętnowania poznańskiego klubu. Lech musi zapłacić symboliczne 5 tysięcy franków i podczas najbliższego meczu pucharowego przenieść kibiców z Kotła na inną trybunę. UEFA zgodziła się, że treść transparentu nie była przejawem rasizmu i że miała związek z szowinistycznym zachowaniem Litwinów wobec poznańskich kibiców w Wilnie. Polscy politycy i dziennikarze, miesiącami dyskutujący o sławetnym transparencie i współczujący Litwinom, ten ostatni fakt woleli przemilczeć.
Władze Legii podjęły kroki mające uchronić klub przed surowością działaczy piłkarskich ze Szwajcarii. Jak się okazuje, drastycznych kar można uniknąć bez uciekania się do pomocy drogich kancelarii prawniczych. Wystarczy znać realia, posługiwać się argumentami racjonalnymi, czyli zrozumiałymi dla UEFA. Takimi, jakich w pismach do Szwajcarii używali ludzie z Lecha. Wojewoda wielkopolski natomiast kieruje się własnym spojrzeniem na stadionową rzeczywistość. Jak pamiętamy, po fatalnym meczu z Litwinami zamknął Kocioł twierdząc, że to miejsce niebezpieczne, bo zawisł tam transparent. Na kolejnym meczu kazał czytać obśmiewane przez kibiców komunikaty własnego autorstwa. Do dziś przekonuje, że służby Lecha miały obowiązek wkroczyć do Kotła w trakcie meczu i transparent zdjąć. Nie zrobiły tego, więc w przerwie obraził się i poszedł do domu.
UEFA miała inny pogląd. Stwierdziła, że działanie klubu, czyli odstąpienie od zdejmowania transparentu w czasie meczu było prawidłowe. W przeciwieństwie do wojewody działacze ze Szwajcarii kierują się argumentem najważniejszym. Nazywa się on rozsądek. Gdyby brali pod uwagę tylko przepisy, jak to próbuje czynić wojewoda zabraniający kibicowania na stojąco i blokowania schodów, wyszłoby z tego więcej nieszczęść niż pożytku.
Ciekawe tylko, dlaczego UEFA traktuje Polskę o wiele surowiej niż inne kraje. Na wielu zachodnioeuropejskich stadionach zdarza się odpalenie rac, ale tylko u nas w ramach retorsji przegania się ludzi ze stadionów.
Józef Djaczenko



