W Lechu potrafią liczyć pieniądze, niczego nie chcą wyrzucać w błoto, ale jakoś nie dostrzegają, że dochodzenie do wielu sytuacji bramkowych i koncertowe marnowanie jednej po drugiej to zwykłe marnotrawstwo. Można zorganizować i rozbudować dział skautingu, obserwować wiele lig, tworzyć rankingi kandydatów na wszystkie pozycje. Pytanie jest tylko jedno: po co to wszystko, skoro zatrudniony przy Bułgarskiej piłkarz nie potrafi celnie posłać piłki na odległość kilkunastu metrów. Nasi napastnicy są nieskuteczni, a obrońcy ułatwiają życie przeciwnikom, czasami nawet ich wyręczają.
W sobotę można było porównać dwa zespoły, dwa kluby. Śląsk Wrocław ma wielkie problemy organizacyjne i finansowe. Szuka recepty na przetrwanie, jego przyszłość nie jest jasna, mówi się nawet o utracie licencji na grę w ekstraklasie. Sprzedanie Waldemara Soboty za milion euro do europejskiego przeciętniaka to prawdopodobnie pierwszy tak poważny transfer w historii tego klubu. Tymczasem Lech cieszy się opinią klubu sprawnie zarządzanego, a w ostatnich latach dokonał kilku transakcji tak spektakularnych, że konkurentom z Wrocławia może się od porównań zakręcić w głowie. Bezpośrednie starcie pokazało, ile są warci zawodnicy grający w obu klubach. Okazało się, że gracze sprowadzeni do Śląska za darmo nie wiadomo skąd potrafią więcej niż poznańskie wysoko opłacane „gwiazdy”, pozyskane dzięki najlepszemu w kraju skautingowi.
We Wrocławiu mają problemy, ale potrafią zbudować solidny zespół piłkarski. Wiedzą, że bez solidnej obrony i skutecznego ataku meczu się nie wygra. Pawelec i Kokoszka, których trudno okrzyknąć gwiazdami ligi, bez kłopotu zneutralizowali siłę ofensywną Lecha. Poznaniacy, gdy już znaleźli się w dobrych sytuacjach, wykopywali piłkę poza boisko albo podawali ją bramkarzowi. W Śląsku nie mogą mieć długofalowej strategii rozwoju klubu, bo tam się żyje z dnia na dzień, ale mają graczy potrafiących tak dośrodkować, że za każdym razem pachnie golem. Dla piłkarzy sprawnie zarządzanego Lecha wywalczenie rzutu rożnego oznacza stratę piłki i zmarnowanie cennego czasu.
Czym to tłumaczyć? Może we Wrocławiu zatrudniają lepszych fachowców, może działają z większym wyczuciem i doświadczeniem? My też mieliśmy kiedyś solidnie, z pomysłem budowaną drużynę, ale pozostało po niej wspomnienie. Klub rozwija się od przesilenia do przesilenia, trudno doszukać się w tym stabilizacji i długofalowej strategii, o której tak często słyszy się przy Bułgarskiej. Spółka KKS Lech Poznań SA nigdy nie będzie dobrze prosperować bez umiejętnie zbudowanej drużyny. Szkoda pieniędzy na markowanie wzmocnień i inne pozorne działania.
Kibice są siłą tego klubu. Ich miłość jest niezachwiana, ale już męczą ich te wszystkie upokorzenia. Ile prestiżowych meczów można po kolei przegrać, w dodatku na własne życzenie? Za kilka dni przyjedzie do nas Pogoń. Czy znów przyjdzie nam się wstydzić? Gdybym mógł udzielić fachowej rady, to zaleciłbym równie sprawne jak we Wrocławiu budowanie akcji, ale wykorzystanie choćby kilku dobrych sytuacji. Nie wolno też popełniać błędów w obronie. Tak, wiem, takie „mądrości” może sobie wygłaszać każdy. Ale i każdy, bez żadnej konsekwencji, może co tydzień powtarzać: „musimy z tego wyciągnąć wnioski”.
Józef Djaczenko



