Zmazać plamę. Wygrać z Koroną

Prawdopodobnie prawie 30 tysięcy kibiców przyjdzie dziś na Bułgarską, by obejrzeć mecz z Koroną Kielce. Byłoby ich więcej, gdyby wojewoda Piotr Florek za zachowanie fanów z Kotła nie ukarał pozostałych sympatyków Kolejorza. Piłkarze Lecha i pracownicy klubu, a przede wszystkim kibice marzą o jednym: jak najszybciej zapomnieć o historycznym blamażu, wrócić do równowagi, zacząć wreszcie wygrywać. Teraz jest źle, najgorzej od wielu lat, ale tak nie musi być zawsze. Tak nie może być już nigdy!

 

To będzie dziwny mecz, z nietypową scenerią. Ludzie, których może być rekordowo dużo, muszą się zmieścić na trzech trybunach, a Kocioł, w którym zasiadają, a właściwie stoją najaktywniejsi fani Kolejorza, pozostanie pusty. Tymczasowy Kocioł zlokalizowany zostanie na najwyższej kondygnacji trybuny im. Henryka Czapczyka (od strony ulicy Bułgarskiej) zajmując sektory od A4 do N4, a także A3, B3 i C3. Obecni tam kibice będą ubrani na niebiesko.

Ograniczenie widowni to pokłosie wydarzeń z czwartku, związanych z wywieszeniem transparentu obrażającego Litwinów. Jak wojewoda tłumaczył, zamknął II trybunę z powodu zagrożenia bezpieczeństwa. Mówił też, że jest to konsekwencja tego, iż władze klubu nie zapobiegły wywieszeniu transparentu, mimo iż znały jego treść. Piotr Florek przestrzegł, że nie zawaha się przed zamknięciem całego obiektu, nawet bezterminowo, jeśli nadal zagrożone będzie bezpieczeństwo osób obecnych na stadionie. Do zachowań niebezpiecznych należy zaliczyć protestowanie przeciwko ostatniej decyzji wojewody.

Gdyby obowiązywały normalne ceny na dzisiejszy mecz, niewielu kibiców zdobyłoby się na wyprawę na Bułgarską. Trauma ciągle jest duża, kibice łatwo nie zapomną o czwartkowym upokorzeniu. W ramach przeprosin za przykrości, jakie ich spotkały ze strony zespołu, władze Lecha zaprosiły kibiców na stadion ogłaszając, że za wstęp trzeba zapłacić symboliczną złotówkę. To może uratować frekwencję. Prawdopodobnie przyjdzie bardzo wielu kibiców, a byłoby ich jeszcze więcej, gdyby nie wojewoda. Nie ukarał klubu, bo na biletach za złotówkę się nie zarobi. Zyskał „wdzięczność” tych, co dzięki niemu na stadion nie wejdą.

Wszyscy zadają sobie pytanie, na które odpowiedź poznamy dopiero wieczorem: czy piłkarze podniosą się z kolan i potrafią wreszcie wygrać ligowe spotkanie. Nawet jeżeli doszli już do równowagi psychicznej, to zagadką jest ich forma. A właściwie przyczyna kompletnego braku formy. Można długo analizować jakość gry, oceniać stan przygotowania fizycznego, a zwłaszcza szybkości, ale najtrafniejsze jest jedno tylko stwierdzenie: ci ludzie w tej chwili po prostu nie potrafią grać w piłkę. Nic im nie wychodzi. Prędzej lub później wyjdą z tego kryzysu. Oby stało się to już dziś.

Także przeciwnik Lecha znalazł się w trudnej sytuacji. Ku oburzeniu kibiców i piłkarzy władze Korony, po pierwszych ligowych niepowodzeniach, odwołały powszechnie w Kielcach lubianego Leszka Ojrzyńskiego i powołały na stanowisko pierwszego trenera Sławomira Grzesika. Piłkarze nawet mieli zamiar protestować, ostatecznie zgodzili się uczestniczyć w treningach, ale zapowiadają, że zwycięstwo w Poznaniu zadedykują byłemu szkoleniowcowi.

Trener Mariusz Rumak przechodzi najtrudniejszy okres w swojej zawodowej pracy. Ciągle ma nadzieję, że zostanie twórcą największych sukcesów w dziejach klubu, ale na razie musi przetrawić jedną z najboleśniejszych klęsk w całej historii Lecha. Lekarstwem na skołatane serca kibiców może być tylko dzisiejsze zwycięstwo. Trzeba postawić na taki skład, który poradzi sobie z presją. Można wystawić graczy doświadczonych, bo takim powinno być łatwiej wytrzymać huśtawkę nastrojów. Można też wypuścić do boju młodzież, która nie ma niczego do stracenia. Byle tylko młodzi zawodnicy nie zaczynali piłkarskiej edukacji od sztuki podawania piłki w poprzek boiska i wycofywania jej do bramkarza…

Początek meczu z Koroną o godzinie 18. Wcześniej odbędzie się uroczystość otwarcia odbywających się od dziś nad Jeziorem Maltańskim mistrzostw świata bezdomnych w piłce nożnej.

Udostępnij:

Podobne

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli