Wygrana z Legią na osłodę? Ciąg dalszy wielkiej smuty?

Jeszcze niedawno kibice Lecha dzielili się na tych, co przewidywali, że mistrzostwo stanie się faktem przed ostatnim meczem sezonu i tych, co wierzyli, że o wszystkim zadecyduje starcie z Legią. Nikt się nie spodziewał, że Kolejorz wykluczy się z walki, że znów wygra minimalizm, piłkarze nie wytrzymają odpowiedzialności, a trener pojedzie świętować zdobycie trofeum w ojczyźnie.

Nikt nie przewidzi, ilu kibiców zamelduje się w niedzielę przy Bułgarskiej. Gdyby zjawili się wszyscy, którzy wykupili bilety lub karnety, mogłoby ich być prawie 30 tysięcy. Problem w tym, że kibice zaopatrywali się w wejściówki wierząc, że Lech będzie się bił o mistrzostwo, a 40-tysięczna frekwencja jest murowana. W obecnej sytuacji szczęśliwi posiadacze biletów spędzą niedzielę inaczej. Niekoniecznie przed telewizorem, oglądając relację w programie drugim. Zniechęcenie jest ogromne. Po każdym kolejnym numerze, jaki klub wycina swym fanom, rośnie.

Trudno o bardziej jaskrawy przykład trwonienia ogromnego potencjału tego klubu. Przy wielkim zapotrzebowaniu na sukcesy, tradycji sięgającej kilku kibicowskich pokoleń, utożsamianiu się Wielkopolan z barwami Kolejorza, umiejętnie zarządzany Lech mógłby porwać tłumy, stać się maszynką do wygrywania trofeów, wizytówką Poznania w Europie. A czym jest? Pośmiewiskiem całej piłkarskiej Polski. Przykładem marnowanych szans. Właściciel bardziej jest zainteresowany konserwowaniem obecnego układu zarządzającego niż sportowymi wynikami. To droga donikąd. Tak prowadzony Lech zawsze będzie przegrywał. Taka mentalność odstrasza kibiców zamiast ich przyciągać. Miało być sprzedawanie emocji, a jest ich likwidowanie.

Piłkarze i tymczasowy trener mówią to samo, co przed każdym meczem: – Jesteśmy profesjonalistami. Na boisko wychodzimy po to, by wygrać. Zagramy najlepiej, jak potrafimy – zapewnia Rafał Ulatwoski podkreślając, że nie ma polskiego trenera, który nie chciałby prowadzić Lecha. Jemu zostało to dane na dwa mecze. Dodaje, że w sytuacji, gdy przepadły szanse na mistrzostwo, a walczy o nie ktoś inny, Lech nie czeka, aż Jagiellonia zmobilizuje go do walki, bo sam się potrafi zmobilizować. Do dyspozycji trenerskiego tercetu są wszyscy piłkarze oprócz Dilavera, który wykluczył się z meczu żółtą kartką otrzymaną w Krakowie na własne życzenie: za protesty z ławki rezerwowych.

Opinia publiczna bulwersowała się ostatnio decyzją podjętą przez spółkę Ekstraklasa, na wniosek Lecha, by dekoracja Legii po ewentualnym zdobyciu mistrzostwa nie odbyła się przy Bułgarskiej, lecz w Warszawie. Wszystko przez strach, że kibice Kolejorza, wściekli na zarząd za jeszcze jeden zmarnowany sezon, nie wytrzymają dodatkowej zniewagi. Wszyscy pamiętają 2004 rok, gdy Lech zdobył Puchar Polski przy Łazienkowskiej. Sympatycy stołecznego klubu rozpędzili uroczystą dekorację triumfatorów na trybunie VIP. Rzucali kamieniami, zaatakowali pięściami notabli i piłkarzy, zrywali im z szyi medale. Stołeczne media rozpisywały się wówczas o… skandalicznym zachowaniu piłkarzy Lecha śpiewających, wespół ze swymi kibicami, obraźliwe piosenki o Legii.

Od kilku dni trwa zmasowana akcja sił porządkowych sprawdzających bagażniki wjeżdżających na teren stadionu aut. Ciekawe, czemu to ma zapobiec i co wydarzy się przy Bułgarskiej w niedzielę ok. godziny 20, jaki padnie wynik i jak na niego zareagują kibice. Nikt nie wie nawet tego, czy Lecha będzie mentalnie stać na podjęcie walki. Długie lata kultywowania w klubu minimalizmu i tonowania emocji odcisnęło przecież na piłkarzach piętno. Ivan Djurdjević będzie miał z tym nie lada zgryz, a na wsparcie dyrektora sportowego liczyć nie może. Z pewnością Ivan z uwagą obejrzy swych przyszłych podopiecznych. Nie z wszystkimi będzie mu po drodze.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym