Lechia szaleje na rynku transferowym, pozyskuje kolejnych zawodników. Kilku z nich pokazało się podczas sparingu z Lechem, jednak przed gdańskim zespołem mnóstwo jeszcze pracy, głównie nad zgraniem. Co innego Lech, który właśnie zakończył 10-dniowe zgrupowanie w Opalenicy. Jeszcze w przeddzień sparingu piłkarze mocno trenowali i mieli prawo skarżyć się na ciężkie nogi. W meczu tego nie było widać.
Trener Rumak nie mieszał tym razie w składzie. Zagrał zespół niewiele różniący się od tego z ubiegłego sezonu. Kontuzje leczą jeszcze Barry Douglas, Łukasz Teodorczyk, nie wyzdrowiał nowy skrzydłowy Muhamed Keita. W pierwszej połowie w ataku zagrał Kasper Hamalainen, w drugiej Vojo Ubiparip. Ich gra napawa optymizmem, choć żaden z nich ma jeszcze takiej formy, jaką błysnął Szymon Pawłowski. Całkowicie przyćmił innego Pawłowskiego – Bartłomieja, sprowadzonego przez Lechię.
Lech nie zdobył przypadkowych bramek. Wszystkie były wypracowane. W 30 minucie piłkę z połowy Lecha wyprowadził Maciej Wilusz. Podał na lewe skrzydło do Szymona Pawłowskiego, który przeprowadził szybki rajd i idealnie obsłużył Darko Jevticia. Strzał z bliska był nie do obrony. Nowy nabytek Kolejorza grał ze swobodą i luzem, celnie podawał. To będzie duże wzmocnienie drużyny. Lechia też miała w pierwszej połowie swoje okazje. Krzysztof Kotorowski dwukrotnie, dzięki świetnemu refleksowi, obronił oddane z bliska strzały głową.
W drugiej połowie na boisku za Wilusza pokazał się Marcin Kamiński, „Kotora” zmienił Maciej Gostomski. Potem trener przeprowadził kolejnych kilka zmian dając pograć Ubipariopwi, Formelli, Arajuuriemu, Bednarkowi. Szybkie ataki, inicjowane najczęściej lewą stroną boiska przez Pawłowskiego, stwarzały coraz większe zagrożenie. O drugim golu zadecydowała jednak akcja prawą stronę. Szarżę Tomasza Kędziory obrońcy przerwali wybiciem piłki na róg. Piłkę po dośrodkowaniu Lovrencsicsa na głowę przyjął właśnie Kędziora i pewnie strzelił do siatki.
Trzeci gol to wynik składnego ataku z udziałem Formelli, Pawłowskiego, Ubiparipa. Obrona Lechii została rozklepana szybkimi podaniami, a Szymek posłał do Voja taką piłkę, że ten mógł tylko nadstawić nogę, by umieścić ją w pustej bramce. – Mecz z Lechią potraktowaliśmy poważnie, jak spotkanie o punkty. Moja bramka cieszy, ale to była formalność, bo dostałem bardzo dobrą piłkę od Szymka. Podczas zgrupowania pracowałem na pełnych obrotach. Jest dobrze, coraz lepiej czuję piłkę. Trener może na mnie liczyć – mówił Vojo.
– Tempo gry będzie jeszcze większe, stać nas na dużo więcej. Stworzyliśmy wiele dobrych sytuacji bramkowych, szczególnie w drugiej połowie. Została nam jeszcze jedna gra kontrolna, potem zaczyna się sezon. Mam do dyspozycji nie tylko tych, co byli na boisku, ale i piłkarz, którzy dziś trenowali za bramką. Kontuzjowani wejdą w trening od poniedziałku. Powoli zbliżamy się do ustalenia wyjściowego składu – mówił po meczu. Mariusz Rumak.
Po odejściu Mateusza Możdżenia, Daylona Claasena, prawdopodobnym transferze Kamińskiego trener martwi się, że zabraknie mu piłkarzy. – Może przyjść moment, że będzie nas za mało. Jest nadzieja, że jeżeli ktoś zostanie sprzedany, przyjdzie w jego miejsce inny piłkarz – mówi Mariusz Rumak. Szczególnie liczy na pomocnika.



