Stadion zamknięty. Wojewoda uniósł się ambicją

Meczu Lecha z Piastem Gliwice, zaplanowanego na 20 lipca, kibice nie obejrzą z trybun. Wojewoda Piotr Florek podjął decyzję, którą trudno nazwać racjonalną, w jakikolwiek sposób uzasadnioną, wynikającą z rzeczywistości. Pokazał, kto tu rządzi. Wyrządził krzywdę tym wszystkim osobom, które nie odpaliły żadnej z kilkunastu rac na II trybunie podczas meczu z Ruchem, a chciały obejrzeć spotkanie swojej drużyny.

W każdym innym kraju zamknięcie pod byle pretekstem przed kibicami całego, nowoczesnego, w pełni bezpiecznego stadionu uznane by zostało jako bezprawie i szkodnictwo. Urzędnik, którego kaprysy narażają na szwank interesy klubu i pozbawiają rozrywki tysiące osób stanąłby przed niezależnym sądem. Zanim by do tego doszło, z delikwentem rozprawiłyby się media.

Co takiego się wydarzyło, że Piotr Florek posunął się do kroków drastycznych i nałożył na wszystkich, winnych i niewinnych, drakońską karę? Otóż kibice podczas ostatniego meczu poprzedniego sezonu zaprezentowali piękną oprawę, a jej elementem były odpalone race. Komendant wojewódzki policji, którego podwładni nie potrafią namierzyć tych, których chcieliby przykładnie ukarać, wystąpił do wojewody o zamknięcie stadionu. Ten domagał się od władz klubu gwarancji, że nikt z obecnych w Kotle na poprzednim meczu nie zostanie wpuszczony na stadion na mecz z Piastem. Klub oczywiście nie uległ szantażowi. Wojewoda zastosował odpowiedzialność zbiorową.

Piotr Florek usiłował przekonywać, że jego działania podyktowane są troską o bezpieczeństwo widzów na stadionie, bo przecież odpalona raca może być groźna. Jak wiemy, uważa się za kibica Lecha i na stadionie bywał już wiele lat temu, gdy podczas każdego meczu odbywały się prawdziwe pokazy pirotechniczne, w pełni zresztą bezpieczne dla wszystkich. Nikt wtedy nie mówił o jakichkolwiek zagrożeniach.

Od lat mecze Lecha toczą się w przyjaznej atmosferze. Na stadionie nie występują zadymy. Liczba kobiet i dzieci na trybunach stale rośnie. Ludzie świetnie się bawią. Tymczasem urzędnik państwowy zamyka taki stadion w imię bezpieczeństwa? Trzeba być bardzo zakłamanym, by posługiwać się takim argumentem, zamiast użyć właściwego: zdenerwowałem się ostatnią wypowiedzią prezesa klubu Piotra Klimczaka, który śmiał mówić o szantażu z mojej strony. W drodze rewanżu, żeby pokazać, kto tu rządzi, zamknąłem stadion. Wolno mi. To ja tu jestem wojewodą.

Stadion jest miejscem równie bezpiecznym jak Urząd Wojewódzki. Owszem, ktoś potknie się na schodach, ktoś inny zderzy się z drzwiami, ale to nie powód, by taki obiekt zamykać przed ludźmi. Jeżeli ktoś odpala racę, to nie naraża stadionu na niebezpieczeństwo. Popełnia natomiast czyn prawem zakazany. Według przepisów – zasługuje na karę. Ponieważ jednak policja jest nieudolna, żadnej kary nie poniesie. Karę poniosą natomiast wszyscy, którzy nie mieli niczego wspólnego z odpalaniem czegokolwiek. W krajach demokratycznych odpowiedzialności zbiorowej się nie stosuje. Sprawcy działań antydemokratycznych prędzej lub później zostaną rozliczeni. Oby prędzej niż później.

Udostępnij:

Podobne