Specjaliści od horrorów

Piłkarze Lecha załamują kibiców fatalną postawą przez cały mecz, by w końcówce przyspieszyć i rzucić przeciwnika na kolana.

Tak było w meczu z Górnikiem, sytuacja powtórzyła się w meczu z Ruchem. Kibice wściekali się widząc nieudolność piłkarzy Kolejorza, brak myśli przewodniej w ich grze, mnożące się błędy, denerwujące niecelne podania. Podziwiali też dobrą i ambitną grę przeciwników. I już się trzeba było godzić z porażką, gdy Lech nagle zaczynał grać jak natchniony, odrabiał straty, strzelał kolejne gole.
Gdyby Lech prowadził od początku do końca, mecze nie byłyby ciekawymi wydarzeniami. Dzięki niesamowitym zwrotom akcji uczestniczyliśmy w dramatycznych, zmieniających się, a przez to pięknych widowiskach. Szczególnie dotyczy to spotkania z Ruchem, gdy Lech uzyskał prowadzenie, potem je stracił, by w samej końcówce zdemolować rywala trzema szybko zdobytymi golami. Gdyby mecz potrwał kilka minut dłużej, być może padłyby kolejne gole. Szkoda tylko, że Lech przez większą część meczu pokazywał słaby poziom gry, a poznańskie boisko stopniowo zamienia się w wertepy.

Fot. Patryk Pindral

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli