Za bardzo chciał?
Niektórzy piłkarze nie mają się czego wstydzić. Choćby Łukasz Teodorczyk, który po słabej wiośnie rozegrał kilka bardzo dobrych spotkań dowodząc wielkich możliwości i niemałych już umiejętności, strzelił w lidze do tej pory 10 bramek, co jest wynikiem budzącym respekt. Jeżeli w dalszym ciągu będzie robił postępy i coraz więcej strzelał, zwróci na siebie uwagę i będzie go można wytransferować za niezłe pieniądze pozostawiając atak w obliczu rozgrywek europejskich na łasce „Ślusarza”. Trudno mieć nadzieję, że w Lechu uda się kiedyś płynnie zastąpić jednego napastnika drugim.
Teodorczykowi udzielił się syndrom Lecha. Mimo iż w przeciwieństwie do wielu kolegów nie miał poważniejszych problemów ze zdrowiem i mógł dobrze przygotować się do rozgrywek, zdarzały mu się spotkania żenująco słabe, wręcz kompromitujące. Być może za bardzo mu zależało na dobrych występach i strzelaniu bramek. „Teo” jest jak cały Lech: kiedy ustabilizuje formę i wyzwoli duże możliwości, będzie nie do zatrzymania.
W pogoni za formą
Kontuzji nie leczył też Kasper Hamalainen, miał jednak innego rodzaju kłopoty zdrowotne. Jak się zwierzył, latem gnębiła go alergia. Właśnie wtedy Lech toczył mecze kluczowe dla oceny całego sezonu. Odpadał z Ligi Europy, a ten klasowy rozgrywający nie mógł mu pomóc, bo po solidnie przepracowanym okresie przygotowawczym grał tak, jakby wchodził do gry po długiej przerwie. Potem się rozpędzał i końcówkę jesieni, a zwłaszcza zimę miał bardzo dobrą.
Źle sezon zaczął też Gergo Lovrencsics, który był gwiazdą drużyny wiosną, a po letnich przygotowaniach zwyczajnie zgasł, mimo iż bardzo mu zależało na odzyskaniu formy. W połowie rundy jesiennej odżył i strzelił kilka bramek, ale po dwóch ostatnich meczach wyjazdowych pozostawił po sobie złe wrażenie. Bił własne rekordy w stratach piłek, dawał się niemiłosiernie ogrywać, w walce z przeciętnymi piłkarzami Korony i Zawiszy zachowywał się jak amator. Brak formy Fina i Węgra to jedna z głównych przyczyn słabej postawy Lecha na początku sezonu.
Zmiana za zmianą
Obrona Lech grała w wielu różnych ustawieniach, zmiany personalne w tej formacji następowały właściwie co mecz . Na pozycji środkowego defensora pokazali się Kamiński, Arboleda, Wołąkiewicz, Ceesay, Douglas, Bednarek. Na prawej stronie grali Ceesay, Kędziora, Możdżeń. Na lewej Douglas, Henriquez, Wołąkiewicz. W tej sytuacji trudno było o dobrą, stabilną współpracę, o równą i pewną grę w destrukcji. Mnożyły się błędy, nieporozumienia, przeciwnik miewał ułatwione zadanie. Na przyszłość tej formacji możemy patrzyć z optymizmem – wzmocni ją Paulus Arajuuri, potencjalnie czołowy defensor naszej ligi.
Całe szczęście, że za plecami obrońców był jeszcze Maciej Gostomski, sprowadzony do klubu jako trzeci bramkarz, a teraz wydający się nie do zastąpienia. Kiedy zajął miejsce Kotorowskiego, Lech już prawie nie tracił przypadkowych bramek. Nie jest pewne, czy Gostomski na długo zostanie w klubie, rozmowy w sprawie przedłużenia kończącego się w czerwcu kontraktu trwają. Targi dotyczą wpisania do umowy kwoty odstępnego – by bramkarz mógł pójść do klubu, który wyłoży za niego określoną sumę. Gdyby rzeczywiście miał odejść, Lech musi szybko szukać nowego bramkarza. Jasmin Burić, który stracił całą rundę jesienną, wróci do gry najwcześniej za trzy miesiące.
„Muraś” się leczył, Trałka nie do zdarcia
Rafał Murawski rozpoczął sezon z dużym opóźnieniem, jego problemy zdrowotne przeciągały się w nieskończoność. Kłopoty z urazami miał do ostatniej chwili, na koniec roku przeszedł jeszcze jeden zabieg – artroskopię kolana. W rundzie jesiennej zdążył strzelić dwa gole, w kilku meczach był podporą i prawdziwym kapitanem Kolejorza. Będzie rządził w drugiej linii w dalszym ciągu, ale musi się wreszcie całkowicie wyleczyć i rozpocząć przygotowania do wiosny z kolegami.
Zastrzeżeń nie można mieć do Łukasza Trałki. Ten twardo grający i ambitny piłkarz rozegrał niemal wszystkie mecze, był w środku pola nie do zastąpienia. Karol Linetty i Szymon Drewniak dużo muszą się uczyć, by mu dorównać. Dima Injac zagrał kilka razy pokazując, że ciągle można na niego liczyć. Bartek Ślusarski nie mógł mieć jesieni równie dobrej, jak wiosna. Wszedł w nowy sezon z opóźnieniem, rehabilitując się po operacji. Kiedy osiągnął dobrą formę, trener konsekwentnie stawiał na Teodorczyka.
Młodzi piłkarze nie zawiedli. 18-letni Karol Linetty grał tak, że nie było widać różnicy między nim a kolegami, mimo iż nie mógł się doskonalić w jednej specjalności – trener rzucał go na różne pozycje w drugiej linii, zależnie od potrzeb. Zadebiutowali Bednarek, Jakóbowski, Kownacki, Formella pokazując, że kiedyś będą decydować o sile Lecha. Z pierwszym zespołem trenowało kilku jeszcze piłkarzy, więc wiosną można się spodziewać kolejnych debiutów.
Transferów nie będzie
Nie mamy co liczyć na zimowe wzmocnienia. Klub szuka oszczędności, a nie wydatków. Trener zwraca zresztą uwagę, że kiedy Daylon Claasen, z którego nie było jesienią korzyści, a także Szymon Pawłowski, który grał więcej, ale i tak nie dał drużynie dużo – dobrze przepracują zimę, nadadzą Lechowi nowy wyraz. Tacy piłkarze, znajdujący się w wysokiej formie, rzeczywiście przydaliby się zespołowi, który ciągle ma kilka słabych punktów. Choćby prawą obronę. W ostatnim meczu roku widzieliśmy, jak dużo brakuje Mateuszowi Możdżeniowi do Igora Lewczuka, który przecież gwiazdą ekstraklasy nie jest. Przykład Zawiszy i jej właściciela Radosława Osucha przekonuje, że można zbudować całkiem dobrą drużynę nie wydając wielkich pieniędzy. W tym fachu trzeba jednak mieć wiedzę i wyczucie, a nie tylko szczere chęci. Osuch zna się na piłkarzach, długie lata był agentem.
Mateusz Możdżeń nie podpisał jeszcze nowego kontraktu z Lechem, choć być może nie wiem wszystkiego i coś się wreszcie w tej sprawie zmieniło. Jeżeli się nie zmieniło, Lechowi może niebawem ubyć ze składu piłkarz uniwersalny, najczęściej zastępujący – bardziej lub mniej udanie – prawego obrońcę. Kebba Ceesay długo jeszcze będzie się leczył, dobrą stroną młodego Tomka Kędziory są dośrodkowania i strzały głową, gorszą gra obronna.
Nadzieją Lecha jest to, że wszyscy piłkarze – z wyjątkiem tych, na których poczekamy do lata, czyli Ubiparipa i Ceesaya – będą zdrowi i dobrze przygotowani. Wtedy trener będzie miał do dyspozycji dużą grupę dobrych zawodników. Ewentualnych obniżek formy, słabych spotkań nie będzie czym tłumaczyć, bo Lech uczestniczy już tylko w rozgrywkach ligowych. Oby tylko piłkarze grali odważnie, nie nastawiali się na obronę nikłego prowadzenia lub nawet bezbramkowego remisu.
Limit upokorzeń wyczerpany
Tej jesieni przeżywaliśmy istną huśtawkę nastrojów. Radości było niestety o wiele mniej niż rozczarowań, a klęska w Lidze Europy była dla kibiców koszmarem z najczarniejszego snu. Przeżyli jeden z największych blamaży w całej historii tego klubu, a z pewnością największy po powrocie do ekstraklasy w 2002 roku. W postawie właściciela klubu, obdarzającego trenera dużym kredytem zaufania, nie ma jednak niczego zadziwiającego. To nie jest człowiek wywalający szkoleniowca natychmiast po klęsce. Odwołanie Mariusza Rumaka byłoby kosztownym przyznaniem się do błędu. Kosztownym, bo ległaby w gruzach cała koncepcja pracy szkoleniowej, pozostałoby zaczynać wszystko od nowa, wydawać pieniądze na reorganizację działu sportu, którego trener jest zasadniczym elementem. Właścicielowi Lecha nie można zarzucić, że szasta kasą pod wpływem emocji.
Nie ma więc żadnej sensacji w tym, że Mariusz Rumak poprowadzi Lecha wiosną. Trener ma o czym myśleć. Nie może sobie pozwolić na kolejny brak awansu do fazy grupowej europejskich rozgrywek. Łatwo nie będzie, bo Lech zmierzy się nie tylko z rywalami, ale i z własnym boiskiem. Po zimie, a właściwie w środku zimy, bo liga rusza w lutym, z pewnością znajdzie się w stanie tragicznym. Klub nie ucieknie przed podjęciem ważnej decyzji, bo nie można mieć dobrej murawy nie wydając setek tysięcy zł. Zawsze jest jakiś wybór. Można szukać oszczędności, ale często drogo się za to płaci.
W futbolu nie ma łatwych decyzji. Także w Lechu nie wszystko odbywało się z korzyścią dla klubu. Przekonujemy się o tym oglądając rozgrywki europejskie z udziałem klubów o mniejszym od Lecha potencjale. Radzą sobie świetnie, mają coraz lepszych piłkarzy i rosnący współczynnik UEFA. Lech natomiast jest słabszy niż kilka lat temu. Jest tylko jeden sposób na poprawę klubowych finansów: zwyciężanie, pokazywanie się w Europie. Przeczekiwanie dochodów nie pomnoży.
Józef Djaczenko
Zdjęcie: Patryk Pindral



