Sarajewo zdobyte!

Po pokonaniu na wyjeździe 2:0 mistrza Bośni Lech jest o krok od trzeciej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Rewanż powinien być formalnością. Kolejorz dowiódł tego, co wiedzieliśmy wcześniej – że jest drużyną dużo lepszą, ma w składzie wartościowszych zawodników, ale nie może pozbyć się upiorów z przeszłości. Nadal nie zachowuje kontroli nad meczem, nawet gdy prowadzi pozwala się zamykać pod własną bramką, prosi się o nieszczęście. Lepsza drużyna potrafiłaby to wykorzystać.

Trener Maciej Skorża postąpił tak, jak zapowiedział. Skład Lecha na mecz w Sarajewie był niemal identyczny, jak na pojedynek z Legią o Superpuchar. Ogłosił to już tydzień temu twierdząc, że jego czołowi piłkarze potrzebują jak największego ogrania, by szybko uzyskać wysoką formę, a zaliczanie meczów co kilka dni, nawet w trudnych warunkach atmosferycznych, nie jest dla nich problemem. Jedyna zmiana nastąpiła w ataku. Tym razem trener postawił nie na Marcina Robaka, lecz na Denisa Thomallę. I z pewnością tego nie pożałował.

Przez kilka pierwszych minut Lechici nie dali gospodarzom powąchać piłki. Utrzymywali się przy niej, prowadzili płynne akcje, szybkimi podaniami zdobywali teren. Brakowało tylko strzałów. Groźną akcję przeprowadził lewym skrzydłem Pawłowski, jednak Kownacki spóźnił się do jego podania. Już w 7 minucie Lech musiał dokonać zmiany, gdy urazu mięśnia doznał Karol Linetty. Zastąpił go Dariusz Dudka. Chwilę później Sarajewo przeprowadziło swoją pierwszą akcję ofensywną i Benko oddał pierwszy strzał w tym meczu, na szczęście trafił w boczną siatkę.

Lech bez Linettego zmienił oblicze. Ogarnął go chaos, nie było już płynnych akcji. Natomiast Sarajewo grało spokojnie, dłużej utrzymywało się przy piłce. Wyglądało to tak, jakby Lech celowo oddał rywalom inicjatywę czyhając na kontrę, ale kontr takich nie było. Dopiero po pół godzinie Kolejorz stworzył prawdziwie groźną sytuację. Po dośrodkowaniu Douglasa z rzutu wolnego nastąpił ostrzał bramki Sarajewa. Hamalainen trafił piłką w poprzeczkę, dobitki Kadara i Kamińskiego też nie były celne. Za chwilę rolę się odwróciły – to gospodarzom po błędzie Kędziory niewiele brakowało do zdobycia bramki, Lecha ratować musiał Burić.

Po błyskawicznym wypadzie Pawłowskiego Lech wywalczył rzut różny, ale stracił Dawida Kownackiego, który zderzył się głową z obrońcą. Zastąpił go Dariusz Formella. Wielki pech prześladował więc Lecha, który już w pierwszej połowie, grając w upale, musiał dokonać dwóch zmian. Potwierdziły się zapowiedzi, że będzie to ciężki i nerwowy mecz. Pięć minut przed przerwą pech wreszcie Lecha opuścił. Przed polem karnym piłkę przejął Łukasz Trałka, przeprowadził szybki rajd i dośrodkował na drugi słupek, gdzie na to podanie czekał Hamalainen. Mocny i precyzyjny strzał głową i próbujący interweniować bramkarz wpadł z piłką do bramki.

Drugą połowę Lech zaczął spokojnie. Zbyt spokojnie. Nie forsował tempa, nawet nie próbował zastosować pressingu. Grał ekonomicznie, jakby na przeczekanie, co nie było rozwiązaniem najlepszym, bo drużyna z Bośni otrzymywała szanse na przechodzenie z piłką pod polską bramkę, a Lech zachowywał się wtedy nerwowo, podawał do Buricia, ten zaś wybijał w sposób niezbyt przemyślany. Po kwadransie przekonaliśmy się, jakim skarbem w drużynie jest Barry Douglas. Wykonując rzut wolny spod linii bocznej, niemal z połowy boiska, posłał tak cudowną piłkę pod bramkę, że wychodzący zza pleców obrońców Thomalla bez trudu zdobył głową debiutanckiego gola dla Lecha.

Wydawałoby się, że ta bramka uspokoi Lecha, bo przecież w kontekście rewanżu wynik był znakomity. Grał jednak nerwowo, nie potrafił utrzymać się przy piłce, tracił kontrolę nad meczem – zupełnie jak w ubiegłym sezonie, gdy miał problemy z dowiezieniem korzystnego wyniku do końca spotkania. Drużyna z Sarajewa atakowała, oddawała strzały, na szczęście głównie z dystansu, niecelne. Robiło się nerwowo, bo przegrywający gospodarze grali tak, jak to powinien czynić Lech. Kolejorz dawał się zamykać we własnym polu karnym, ratował się faulami, a włoski sędzia, słynący z drobiazgowości i surowości, śrubował swe rekordy w rozdawaniu kartek.

Do samego końca Lech zachowywał się tak, jakby grał w niepełnym składzie i zależy mu tylko na dotrwaniu bez strat do końca. Ambitne, ale słabe piłkarsko Sarajewo atakowało, a mistrza Polski stać było tylko na bezładne wybijanie piłki, byle na chwilę oddalić niebezpieczeństwo.

FK Sarajewo – Lech Poznań 0:2 (0:1)

Bramki: Hamalainen (40.), Thomalla (60.).

Żółte kartki: Barbarić, Duljević, Puzigaca – Formella, Kędziora, Jevtić

FK Sarajewo: Ostraković – Hebibović, Stepanov, Barbarić, Puzigaca – Cimirot, Radovac (78. Rustemović), Stojcev (65. Alispahić), Duljević, Velkoski (73. Bekić) – Benko.

Lech: Burić – Kędziora, Kamiński, Kadar, Douglas – Trałka, Linetty (8. Dudka) – Kownacki (38. Formella), Hamalainen, Pawłowski (78. Jevtić) – Thomalla.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na Grbicia polskiego futbolu

Spośród wszystkich Polaków, którzy oglądali poniedziałkowy mecz ze Szwecją,  tylko ludzie Lecha Poznań mogą czuć satysfakcję. Błysnął w nim piłkarz Kolejorza Patrik Walemark. Był nie

Było ciężko. Będzie jeszcze trudniej

Przerwa na zgrupowania reprezentacji, która wstrzymała wszystkie klubowe rozgrywki piłkarskie, jest dłuższa niż kiedykolwiek, aż trzytygodniowa. To dla piłkarzy Lecha dobra, ale i niepokojąca wiadomość.

Lech miażdży i bawi się grą

W Londynie Kolejorz przekonał się, jak wiele mu brakuje do dobrego europejskiego poziomu. Po trzech dniach sytuacja się odwróciła – teraz on pokazał niekwestionowaną wyższość