„Rzut okiem” – na boiskowe wyczyny Lecha.

 

Patrząc na liczbę strzelonych bramek Górnikowi i Ruchowi oraz pogrom Cracovii na jej boisku można było nabrać optymizmu i uwierzyć w słowa trenera, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a forma będzie właśnie w listopadzie. Tylko dlaczego teraz a nie wcześniej, kiedy walczyliśmy o Ligę Europejską czy Puchar Polski? To pytanie na które odpowiedź zna tylko autor tej teorii.

Po zwycięstwie nad Cracovią co niektórzy liczyli już, ile bramek straci słabiutkie Zagłębie przy Bułgarskiej. W sobotnim „Przeglądzie Sportowym” trener Lenczyk odważnie twierdził, że taka właśnie sytuacja sprzyjać będzie jego drużynie, bo nie wierzy, że Lech zagra drugi taki mecz. Tuż przed meczem tryskał wręcz optymizmem i zapowiadał zwycięstwo „Miedziowych”. Życie pokazało, jak niewiele się pomylił! W meczu brzydkim i na bardzo niskim poziomie, toczonym na klepisku Lech tylko fartownym strzałem Możdżenia uratował punkt. Punkt, na który z przebiegu gry nie zasłużył. Punkt, który znowu zaciemnił obraz rzeczywistej formy zespołu. Nie można bowiem przyjąć teorii trenera Rumaka, że na takim boisku trudno było grać lepiej. Na tym samym boisku Zagłębie potrafiło zawiązać więcej akcji i stworzyć więcej sytuacji niż faworyzowani gospodarze.

Lech znowu zaprezentował swoje stałe mankamenty, a mianowicie brak pomysłu na grę w sytuacji, gdy przeciwnik zagra wyższym pressingiem, jałowe wymienianie podań w poprzek boiska i do tyłu oraz jednostajne, wręcz monotonne tempo prowadzenia gry. Te dwie ostatnie cechy gry Kolejorza to widoczny efekt myśli szkoleniowej Bakero. To właśnie od momentu zatrudnienia Baska rozpoczęła się jazda w dół. Od udanej walki w Lidze Europejskiej trzy lata temu do chwili obecnej. Nie zaciemni tego obrazu wicemistrzostwo ani obecne miejsce w czołówce, bo co warte są nasze ligowe tytuły widać w konfrontacji z europejskimi, mocno średnimi, drużynami.

Lech gra słabo i nie pomoże tu zaklinanie rzeczywistości. Jeden mecz z Cracovią nie jest zwiastunem odrodzenia drużyny, która walczyła z Juve czy Manchesterem City. Z tak grającą Cracovią mogła wygrać nawet A-klasowa Wiara Lecha. Bramki strzelone Górnikowi dały zwycięstwo, ale nie zapominajmy pierwszej połowy, gdzie Górnik grał, a Lech nie wiedział co się dzieje. Mimo wszystko możemy zazdrościć gry piłką w wykonaniu Cracovii czy polotu w grze Górnika. Miejsce w tabeli nie jest rozgrzeszeniem sposobu gry. Stwierdzenie, że jutro nikt nie pamięta stylu, a liczą się punkty, jest tanią wymówką od dyskusji nad stylem gry Lecha. W zasadzie trzeba powiedzieć: nad brakiem tego stylu, chociaż brak stylu też może być stylem.

Na pomeczowej konferencji w sobotę od trenera Lenczyka usłyszeliśmy pogłębioną analizę meczu. Była rzeczowa krytyka swojego zespołu i wyważone pochwały. Trener Lecha zwrócił uwagę tylko na stan murawy jako główną przyczynę takiej a nie innej gry. Do samej gry i postawy piłkarzy już się nie odniósł, bo w końcu uważa, że zagrali dobry mecz i dali z siebie wszystko. Na to „wszystko” złożyło się mnóstwo niecelnych podań, brak szybkości, nieudolność klubowego snajpera i brak efektów wprowadzonych zmian. Ostatnie trzy mecze z Koroną, Wisłą czy Zawiszą zweryfikują moje oceny. Nie mam nic przeciwko uznaniu, że były one niesprawiedliwe, ale na razie trudno mi w to uwierzyć.

Udostępnij:

Podobne

Odszedł Jarek Jechorek, legenda Lecha

Ten dzień zapamiętamy jako smutny moment w dziejach Lecha Poznań. Piłkarze przeszli do historii kompromitując się odpadnięciem z rywalizacji o Ligę Mistrzów. Wcześniej przyszła wiadomość

Kompromitacja wszechczasów

Warto zapamiętać datę 29 lipca 2026 roku. To jeden z najczarniejszych dni w historii polskiego futbolu, za sprawą Lecha Poznań. Zaliczył już sporo okropnych kompromitacji,

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może