Rzut Okiem – gramy o wszystko albo nic.

p.p1 {margin: 0.0px 0.0px 0.0px 0.0px; font: 14.0px 'Times New Roman'}

Mecz z Legią był meczem o prawo do marzeń o tytule mistrzowskim i grze w pucharach. Po fatalnym finale Pucharu Polski droga do pucharów wiedzie tylko przez ligę, w której trzeba być minimum trzecim po ostatniej kolejce. Mecz z Legią miał pokazać, że finał PP to był wypadek przy pracy. Miał pokazać, że teoria o braku umiejętności wygrywania z najlepszymi jest z gruntu fałszywa. Miał pokazać, że tytuł jest w naszym zasięgu. Nie pokazał.

Lech zagrał słaby mecz. Oddanie pierwszego – i jedynego – celnego strzału dopiero w 87. minucie mówi wszystko. Bramki straciliśmy po zagraniach z głębi pola, które nieporadnie w pierwszym kwadransie próbowali uskutecznić lechici nie radząc sobie z agresywnym pressingiem Legii. Dąbrowski pokazał im jak to powinno wyglądać, a Odjidja Ofoe dzieła dopełnił. Nie można wskazać w Lechu piłkarza zasługującego na pozytywną ocenę. Wszyscy zagrali bezbarwnie, bojaźliwie i chaotycznie. W perspektywie niedzielnego meczu z Lechią nie napawa to optymizmem. A to będzie naprawdę mecz o wszystko, w którym nie można nawet zremisować.

Trener Bjelica będzie miał ciężkie zadanie – jak poskładać ten zespół do niedzieli. Będzie też miał czas na zastanowienie się, dlaczego wnoszący dużo więcej do gry Robak siedzi na ławce, a bezbarwny i bojaźliwy Kownacki gra od początku meczu. Nadal uważam, że Lech mecze o dużym ciężarze gatunkowym przegrywa w głowach piłkarzy. To tam trzeba dotrzeć, aby uwolnić ich prawdziwe możliwości, niezbędne do wygrywania z każdym przeciwnikiem. Przed nami niedziela prawdy. Oby to była prawda radosna.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny