Lech sprowadził go z Pogoni Szczecin, gdzie został królem ligowych strzelców, jesienią 2015 roku. Podpisał kontrakt zadziwiająco długi, jak na swój wiek, bo kończący się dopiero za rok. Długo trwało, zanim można było z niego korzystać. Po zaledwie kilku meczach poszedł na prawie roczne chorobowe. Potem okazał się skutecznym napastnikiem, wchodząc z ławki rezerwowych zdobywał tyle goli, że został królem strzelców. Połowa jego dorobku to bramki po rzutach karnych.
Pod koniec sezonu okazało się, że jest skłócony z trenerem, któremu publicznie zarzucał, że nie daje mu rozgrywać wszystkich spotkań w pełnym wymiarze. Wiadomo było, że albo przeprosi i zostanie na Bułgarskiej, albo spróbuje odejść. Lech nie miał zamiaru puścić go za darmo. Prawdopodobnie doszedł do porozumienia ze Śląskiem, skoro zapadła zgoda na medyczne testy. W ten sposób Lech stracił dwóch podstawowych napastników, bo wcześniej do Sampdorii przeszedł Dawid Kownacki. Do klubu przyszli Gytkjaer i uniwersalny skrzydłowy Rakels. Jest też Nicki Bille, który jednak Kolejorza nie zbawi, choć bardzo mu na tym zależy.




