Remis w Cracovie sukcesem Lecha. Nie poddał się grając w osłabieniu

Dzielna i mądra postawa Lecha w Krakowie. Gdyby rozumu nie stracił Rodriguez, prawdopodobnie byłoby zwycięstwo, a nie remis 2:2.  Po wyrzuceniu Hiszpana z boiska Kolejorz stracił prowadzenie, był w dużych opałach, ale po raz pierwszy w takiej sytuacji meczu nie przegrał. Pokazał wolę walki, pomysł na grę. Przede wszystkim ma Gholizadha, strzelca pięknej bramki w końcówce.

W ofensywnym składzie zaczął Lech ten mecz. Z Ismaheelem i Bengtssonem na skrzydłach, Palmą grającym za Ishakiem, a Rodriguez nie wystąpił tym razem na „dziesiątce”, lecz był partnerem Kozubala w środku pola. Ustawienie to nie wynikało z odwagi trenera, ale z konieczności – zmusiła go tego sytuacja kadrowa, brak zawodników potrafiących grać w środku pola.

Pierwszy kwadrans należał do Cracovii. Lechowi kompletnie nie szło, przegrał wszystkie pojedynki indywidualne, niecelnie podawał, nie przeprowadził ani jednej akcji ofensywnej. Wydawało się, że bardziej zdecydowani gospodarze łatwo zdominują Kolejorza, szybko wyjdą na prowadzenie. Stworzyli sobie kilka dobrych okazji bramkowych, jednak oddawali strzały niecelne. Lech tylko raz przeszedł do ofensywy i szczęście uśmiechnęło się do niego natychmiast. Wywalczył rzut rożny, sposobiący się do uderzenia Skrzypczak został sfaulowany, a rzut karny pewnie wykorzystał Ishak. Na prowadzenie wyszła drużyna, której nikt w tym momencie tego nie wróżył.

Z Cracovii po tym niespodziewanym ciosie zeszło powietrze, nie grała już tak intensywnie, a Lech nabrał pewności siebie i zaczął tworzyć sytuacje bramkowe, wynikające z częstego utrzymywania się przy piłce. Dobrze w tym momencie grał późniejszy antybohater – wprowadzający piłkę na połowę gospodarzy Rodriguez. Oddał kilka strzałów, kilka dołożył Palma. Wszystkie były celne, ale krzywdy bramkarzowi „Pasów” nie zrobiły.

Kontrowersyjna sytuacja nastąpiła pod koniec pierwszej połowy. Rodriguez, który chwilę wcześniej zobaczył żółtą kartkę, był faulowany pod swoim polem karnym. Sędzia gwizdnął, ale chwilę później Hiszpan zachował się jak szaleniec, kopnął rywala i zobaczył drugą kartkę. Decyzja mocno kontrowersyjna, bo powinien się liczyć faul wcześniejszy, ale zachowanie Hiszpana karygodne. Nie było kibica Lecha, który by w tej sytuacji nie powiedział: mimo prowadzenia, ten mecz jest przegrany.  Wszyscy mają w pamięci postawę drużyny w poprzednich takich spotkaniach.

Trener natychmiast wprowadził na środek boiska Oumę, a zdjął z niego Palmę, który grając za napastnikiem nie radził sobie dobrze. Trafniejszą, jak się wydawało, decyzją byłoby wysłanie na ławkę Bengtssona, który był tego dnia jeszcze słabszy. Palma mógłby przenieść się tam, gdzie czuje się lepiej.

Wyrównanie nastąpiło niemal natychmiast, po zamieszaniu bramkowym, po strzale głową z bliska. Wydawało się – wszystko idzie zgodnie z planem, Należało się tego spodziewać, Lech teraz się posypie, przestanie grać w piłkę. Cracovia zaczęła drugą połowę w idealnej dla siebie sytuacji, jako murowany faworyt, mają bezradnego rywala na łopatkach. Jednak pierwszą część drugiej połowy goście przetrzymali bez straty. Nie bronili się kurczowo, nie ograniczali do wybijania piłki, potrafili ją przetrzymywać w środku boiska, a nawet zapędzać się sporadycznie po pole karne rywala.

Po kwadransie trener Kolejorza zrobił dziwną zmianę. Zdjął z boiska Ishaka, grającego dobrze i z poświęceniem, a także równie aktywnego Ismaheela. Nie wprowadził do gry zawodników densywnych, ale Lismana i Agnero. Jak się okazało, to nie była zła decyzja, żaden ze zmienników nie zawiódł. Jeszcze lepszym ruchem było wpuszczenie w końcówce na boisko Gholizadeha. Długo udawało się przetrzymać ataki Cracovii grając mądrze. Pereira wybił piłkę z linii bramkowej, Mrozek ratował w sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych. Kilka razy Lech nawet wywalczał rzuty rożne. „Pasom” nie udawało się zdobyć gola z akcji, więc spróbowali strzałem z dystansu. Praszelik uderzył tak, że Mrozek nie mógł sięgnąć piłki.

W poprzednich meczach rozgrywanych w osłabieniu Lech po czymś takim poddawał się i tracił kolejne bramki. Nie tym razem. Cracovia poczuła się, jakby zwycięstwo miała już w kieszeni, ale Kolejorz już po dwóch minutach znów miał remis. Skrzydłem z piłką wzdłuż końcowej linii biegł Gurgul, podał do środka, a Gholizadeh pięknym uderzeniem lewą nogą z powietrza pokonał bramkarza. Nic się już nie zmieniło. Cracovia miała kolejne okazje bramkowe, ale w samej końcówce Lech też stanął przed dużą szansą.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny