Okazałe zwycięstwo daje Lechowi pozycję lidera

Mimo charakterystycznych dla siebie problemów w drugiej połowie Lech pewnie pokonał klub z Niecieczy. Wynik 4:1 nie oddaje przewagi Kolejorza, a zwłaszcza różnicy w umiejętnościach piłkarzy obu zespołów. Dzięki temu zwycięstwu dwutygodniową przerwę w rozgrywkach ekstraklasy mistrz Polski spędzi w fotelu lidera. To pierwsza taka sytuacja w tym sezonie.

Już po pierwszych akcjach było jasne, w której drużynie grają piłkarze lepsi. Bez porównania lepsi. Przewaga gospodarzy mogła być jednak myląca, bo wystarczyła chwila nieuwagi, by już w 4 minucie Bruk-Bet Termalica przeprowadziła kontratak, po którym była o włos od wyjścia na prowadzenie. Wydawało, się, że Lecha nic już nie uratuje, ale Jimenez spudłował w sposób zadziwiający. To było ostrzeżenie, by atakując nie zapominać o zabezpieczeniu się przed fazami przejściowymi.

Po dalszych trzech minutach piłka wpadła do bramki gości, po kuriozalnej akcji. Sędzia gola jednak nie uznał z powodu faulu na bramkarzu. Został wezwany przez VAR przed monitor, więc wydawało się, że zmieni decyzję, ale po obejrzeniu powtórki pozostał przy swej opinii, mimo iż nie było pewne, czy Walemark rzeczywiście nadepnął bramkarzowi na rękę. Z dużej przewagi Lecha długo nic nie wychodziło, mimo wypracowania sobie kilku wybornych okazji bramkowych. Piłka odbijała się od słupka, od szczęśliwie broniącego bramkarza.

Wydawało się, że nieustanne bombardowanie bramki Termaliki i rosnąca przewaga w posiadaniu niczego nie zmieni, aż nastąpił faul ponad 20 metrów od bramki i do rzutu wolnego podszedł Bengtsson. Uderzył fantastycznie, w okolice spojenia słupka z poprzeczką. Trafił w obramowanie, ale piłka odbiła się od murawy już za linią bramkową i po dłuższej chwili sędzia prawdopodobnie usłyszał sygnał z wozu VAR i wskazał na środek boiska. Po dwóch minutach było już 2:0. Bramkarz obronił strzał Ishaka, ale piłka znalazła się pod nogą Bengtssona, a ten szansy nie zmarnował. To nie był koniec, bo po kontrataku z piłką na bramkę popędził Gholizadeh. Bramkarz wybiegł, by go zatrzymać, został jednak minięty, a wracający obrońca zmylony i Ali mógł kopnąć do pustej bramki.

Te minuty wstrząsnęły zespołem gości. Przy tej różnicy w umiejętnościach mecz wydawał się rozstrzygnięty, tym bardziej, że można było dołożyć kolejne gole. Po przerwie jednak Lech stanął, o czym zadecydował brak organizacji w drugiej linii. Kozubal poruszał się niewłaściwie, nie zabezpieczał tej strefy, był zagubiony. Zwalniał akcje ofensywne, mylił się pod naciskiem przeciwników. Po ewidentnym faulu na Rodriguezie, przebaczonym przez sędziego, Kozubal źle się zachował, umożliwił szybki atak i w konsekwencji bramkę dla gości. Mogło być jeszcze gorzej, bo Termalica, z trzema nowymi graczami w składzie, mocno nacisnęła, a Lech sprawiał wrażenie ciężko przestraszonego, rozbitego. Nie spodziewał się takiego zwrotu. Goście mogli natychmiast złapać kontakt, a nawet wyrównać. Mrozek sparował mocny strzał na poprzeczkę, po kolejnej akcji piłka wpadła do jego bramki, na całe szczęście sędzia choć z opóźnieniem, ale dostrzegł faul obrońcy.

Zmiany przeprowadzone przez Frderiksena zakłóciły funkcjonowanie drużyny, wciąż niepewnie grał Kozubal, brak w drużynie solidnego defensywnego pomocnika był dojmujący. Trochę się to poprawiło po wejściu na boisko Thordarsona. Udało się nie dopuszczać do kolejnych groźnych sytuacji na przedpolu Lechowej bramki, a gdy Kubica faulujący Kozubala zobaczył drugą żółtą kartkę, sytuacja zrobiła się bezpieczna. Potem była nawet komfortowa, gdy rezerwowy Ismaheel oddał niespodziewany strzał z prawie 30 metrów, a słowacki bramkarz Termaliki piłki nie zatrzymał. Ostatni gwizdek oznajmił, że ekstraklasa ma nowego lidera, a na 36-tysięcznej widowni, składającej w dużej części z dzieci, zapanowała zrozumiała radość.

Udostępnij:

Podobne

Wielki mecz w Wielką Sobotę

Choć wiele jeszcze spotkań do końca rozgrywek, starcie Lecha Poznań z Jagiellonią może mieć duży wpływ na końcową klasyfikację. Gdyby Kolejorz wygrał w Białymstoku, jego

Idą jak po swoje? Nie w tej lidze

Piłkarze Lecha wywołali tak duże oczekiwania, że lepiej sobie nie wyobrażać rozczarowania, gdyby coś poszło nie tak, gdyby drużyna „odzyskała” formę z początku sezonu. Lider

Lechitki bez szans w meczu z liderem

Piłkarki Lecha Poznań stanęły w sobotnie południe przed bardzo trudnym zadaniem. Do Plewisk przyjechała mocna ekipa Czarnych Sosnowiec, wicemistrz Polski pewnym krokiem zmierzający do mistrzostwa