Zła wiadomość dla Lecha: znaczna część komentatorów i ekspertów wieszczy jego mistrzostwo. Staje się głównym faworytem, za czym przemawia pozycja lidera na osiem kolejek przed końcem rozgrywek, mocny skład z kilkoma gwiazdami, które mogą wygrywać niemal w pojedynkę, przewyższają bowiem umiejętnościami ligowych konkurentów. Chcąc natomiast wskazać na słabości Lecha, trzeba byłoby przede wszystkim wymienić tę główną: duże doświadczenie w sprawianiu zawodu, przykrych sensacji, doprowadzaniu własnych kibiców do rozpaczy, krótko mówiąc – nie dowożeniu.
Sezon zaczął się fatalnie i pierwsza faza rozgrywek była rozczarowująca. Na własnym stadionie nie radził sobie lepiej niż drużyny skazywane na degradację. Odebranie punktów schematycznie grającemu, popełniającemu skandaliczne błędy w obronie Lechowi nie było trudnym zadaniem. Zaczęło się od wysoko przegranego spotkania przeciwko Cracovii, gdy wszystkie gole podarowali gościom obrońcy. Tracił w domu punkty z Koroną, z którą zazwyczaj bezproblemowo wygrywał, Jagiellonią, Pogonią, nawet Motorem. Lepiej grał na wyjeździe, ale i tam z wynikami bywało różnie.
Przyszedł moment, po porażce w Gibraltarze, gdy wielu ekspertów spodziewało się zmiany trenera, niektórzy wręcz się tego domagali. Frederiksen zdołał jednak opanować sytuację, co przekraczało kompetencje jego wyrzucanych w trakcie sezonu poprzedników. Właśnie umiejętność wychodzenia z kryzysu uznawana była za atut Duńczyka. Tyle, że te niczym niewytłumaczalne kryzysy nie miały prawa się zdarzyć. Lech potykał się na prostej drodze, miał problemy sam z sobą, kłopoty w defensywie wydawały się nie do opanowania. Trener nie mógł wyplenić licznych błędów, przejawów boiskowego niechlujstwa, nieodpowiedzialności. Częściowo tłumaczyły go braki kadrowe, brak klasycznej „szóstki”. Sięganie po Oumę bywało ryzykowne, a Kozubal sytuację nie zawsze ratował.
Po wdrapaniu się na szczyt tabeli zmieniło się postrzeganie Lecha, ale weryfikacja przyjdzie bardzo szybko. Teraz Jagiellona musi opanować kryzys, a jeśli w Wielką Sobotę pokona u siebie Lecha, będzie przed nim w tabeli, z nadziejami na regularne punktowanie, więc wyścig żółwi będzie prawdopodobnie kontynuowany do samego końca. Zwycięstwo Lecha raczej już pozbawi „Jagę” szans na pościg, musiałaby zdobyć w kluczowej fazie sezonu 7 punktów więcej. Pozostali rywale mają mniejsze szanse, choć Raków może być jeszcze groźny.
Przerwa reprezentacyjna przyszła w dobrym momencie dla Lecha, ale i w złym. Zmęczeni graniem co kilka dni piłkarze otrzymali tydzień wolnego, choć trenowania nie mogą w tym czasie odpuszczać. Powołania otrzymało aż ośmiu ważnych dla trenera piłkarzy: Mrozek, Andreev, Mońka, Gurgul, Kozubal, Thordarson, Gholizadeh, Palma. Gracze Kolejorza zresetują się, odzyskają oddech, ale mogą zgubić rytm. Duża intensywność im służyła. Na ogół udanie godzili występy na kilku frontach, dopóki dwa z nich im nie przepadły. Po dwutygodniowej przerwie nigdy nie gra im się łatwo, a tu jak na złość trzeba stoczyć pojedynek być może kluczowy.



