Odmrażanie Lecha

Marzec i kwiecień bardzo się dały we znaki piłkarzom, kibicom, pracownikom klubu. Nagle, z dnia na dzień, futbol został zamrożony. Piłkarze, podobnie jak pracownicy Lecha, nie mogli przychodzić na stadion. O ile dla pracowników zdalna praca tragedią nie jest, to piłkarze przymusowy pobyt w domu potraktowali jako wynaturzenie. Ograniczona normalność na szczęście wraca.

Psioczyliśmy na ligową piłkę, na słaby poziom rozgrywek, brak profesjonalizmu w prowadzeniu drużyn, amatorskie zarządzanie klubami obracającymi miliony zł. Szczególnie duże niezadowolenie panowało od kilku lat w Poznaniu, gdzie marnowanie wielkiego potencjału było najbardziej bolesne. Wystarczyły jednak pozbawić kibiców futbolu na kilka tygodni, by mocno zatęsknili i docenili to, czego im teraz brakuje.

Jeszcze bardziej do normalności stęskniły się władze klubu zmuszone do nie byle jakiej gimnastyki celem zachowania płynności finansowej. Wyschły przecież wszelkie źródła przychodów, a koszty utrzymania klubu wciąż trzeba ponosić. Są one mniejsze dzięki ograniczeniu zarobków, ale ciągle nikt niczego za darmo nie daje. W pomoc włączyły się tysiące kibiców uczestniczących w akcji „W górę serca”, polegającej na przekazywaniu pieniędzy z góry, w zamian za klubowe produkty. Trzeba na nie poczekać, ale otrzyma się dwukrotność wniesionych opłat. Do kasy klubu wpływają dzięki temu setki tysięcy zł, bardzo w tej chwili potrzebnych.

Luzowanie epidemicznych rygorów pozwoliło na otworzenie w poniedziałek klubowego sklepu. Można tam nabyć choćby artykuł pierwszej potrzeby – maseczki chroniące usta i nos. Coraz więcej widzi się w mieście tych najbardziej charakterystycznych, z herbem Kolejorza.

Jeszcze większą nadzieję daje powrót na stadion piłkarzy. W poniedziałek, podobnie jak we wszystkich klubach ekstraklasy, przeszli badanie krwi na obecność koronawirusa. We wtorek rano ogólnopolska komisja lekarska (pod kierunkiem szefa sztabu medycznego Lecha, profesora Krzysztofa Pawlaczyka), znała dane wszystkich zawodników ekstraklasy i stykających się nimi pracowników. Pozytywny wynik u kogokolwiek oznacza izolację tej osoby. Pozostali mogą zacząć treningi, na dzień dobry w małych grupach.

Przy Bułgarskiej znajdują się dwa boiska treningowe, w sztabie pracuje kilku trenerów, co umożliwia dobre zorganizowanie ćwiczeń. Najnowsze przepisy pozwalają na wspólne zajęcia 13 piłkarzy i trenera. Od niedzieli trenująca grupa może liczyć 25 zawodników. Przyjeżdżają wprost na boisko, po zajęciach wsiadają do aut i jadą do domów, z pomieszczeń klubowych nie korzystają.

Do normalności wciąż daleko, ale odwilż staje się faktem. Trzeba mieć nadzieję, że nie wystąpią przeszkody zakłócające przyjęty plan powrotu do rozgrywek. Zakłada on, że już 27 maja, czyli za trzy tygodnie piłkarze Lecha rozegrają ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski w dalekim Mielcu. Po powrocie, niemal z marszu, bo już 30 maja zmierzą się z Legią. Rozgrywane co kilka dni spotkania zakończą się 19 lipca. Kibice ich na żywo nie zobaczą, pozostanie im telewizor. Nie ma nadziei, że jeszcze w tym roku zasiądą na trybunach.

Czy po 30 czerwca uda się zatrzymać piłkarzy (w tym Gytkjaera), którym kończą się kontrakty? Na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi jeszcze nie ma, ale podobne problemy dotyczą wszystkich klubów europejskich, więc należy spodziewać się propozycji odgórnego rozwiązania tego problemu przez piłkarską centralę.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Osłabiony Lech postawi się Rangersom?

Poważne problemy trenera Żurawia. Posypała mu się drużyna przed meczem z Rangersami. Do Glasgow nie polecieli Butko, Crnomarković, Kamiński i Tiba. Stratę dwóch pierwszych można

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo