Nie na takiego Lecha ludzie czekali

Kibice wiedzą już, że znów dali się nabrać. Uwierzyli, że co prawda klub nie nastawia w tym roku na zdobywanie trofeów, ale młoda drużyna będzie cieszyć oko ofensywną, momentami porywającą, a zawsze ambitną grą. Owszem, na początku sezonu na grę Lecha patrzyło się z przyjemnością. Teraz patrzy się ze wstydem, bo kto lubi oglądać tak wielką nieporadność.

Mecz z Zagłębiem, szczególnie pierwsza jego połowa, był jednym z najgorszych w ostatnich sezonach. Rzadko zdarza się tak wielka bezradność. Liczący się w lidze, szanujący siebie samego zespół, nawet jeżeli jest odmładzany, nie może narażać się na ośmieszanie na oczach całej Polski. To po prostu nie uchodzi. Idea promowania młodzieży legła w gruzach. Po lekcji futbolu, jakiej Lechowi udzieliła ambitna, dobrze zorganizowana drużyna z Lubina, poznańscy juniorzy przeżywają traumę, a to nikomu w rozwoju nie pomoże.

Można odmładzać drużynę, ale trzeba to robić w sposób wyważony, z rozsądkiem i odpowiedzialnością. Tymczasem trener Lecha postępuje w sposób bliski szaleństwu. Każda młoda drużyna potrzebuje ludzi doświadczonych, od których można się uczyć. Zagłębie ma mocną linię środkową. Lechowa składała się z młodzieży, zdolnej, ale ciągle pozbawionej kwalifikacji. To było proszenie się o guza. I Zagłębie takiego guza Lechowi nabiło. Grało z poznańską młodzieżą w dziada. W tym czasie na ławce siedzieli Makuszewski i Cywka, których trener odstawił na boczny tor, by nie blokowali miejsca młodym. Obaj bardzo by się w piątek przydali. Bardziej niż Skrzypczak, czy Kamiński.

Amaral, jeden z najlepszych piłkarzy ligowych zagrał od początku tylko dlatego, że chorobę zgłosił Jevtić. Dobry szkoleniowiec znajduje miejsce w drużynie obu tak dobrym zawodnikom. Trener Lecha ma inne zmartwienie. Staje na głowie, by w drużynie zmieścić jak największą liczbę juniorów. Ustalanie składu zaczyna od nich. Pozostałych traktuje jako kłopotliwy dodatek – jakby nie wiedział, że spotkań nie wygrywa się potencjałem rozwojowym, ale piłkarskimi umiejętnościami. W Lechu sportowa jakość poszła na bok. Liczy się młodość, czyli to, co można sprzedać.

Podczas konferencji prasowej trener pytany o to, czy różnica w umiejętnościach między Lechową młodzieżą a doświadczonymi piłkarzami nie jest zbyt duża odpowiedział: a kiedy mają się uczyć, jak nie teraz. I wszystko jasne. Nie o wyniki tu chodzi, ale o to, by ekstraklasowa drużyna szkoliła, stała się przedłużeniem akademii. Sensem istnienia klubu sportowego jest wygrywanie, porywanie tym ludzi. W Poznaniu wszystko stoi na głowie. Wyniki nie są istotne, bo albo równoważy się budżet, albo promuje młodzież (co zresztą na jedno wychodzi).

Kibice Lecha wiedzą już, że obecny sezon trzeba po prostu dograć do końca. Można liczyć na pojedyncze zwycięstwa nad słabeuszami, ale drużyny trochę lepsze łatwo sobie z młodzieżowym Kolejorzem poradzą. Wierzyli, tłumnie przychodzili na mecze, cieszyli się dobrą grą młodzieży. Teraz wiedzą, że dzieje się to kosztem dobrych rezultatów. Transfery mają zrównoważyć finansowe braki wynikające z systematycznego pogarszania się pozycji drużyny.

Ciekawe, czy już zimą klubowi uda się zarobić pieniądze na transferach. Jeśli znajdą się chętni na jednego lub kilku zawodników, trzeba będzie ich zastąpić. Tylko jak? Pójść za ciosem i sięgnąć po kolejnych juniorów? Chyba nie ma sensu ściągać takich, co będą zajmować miejsce młodym utrudniając proces szkolenia i promocji. Poza tym, gdy brakuje kompetencji, można popełnić kolejne błędy. Lech musi grać bez bramkarza, bo ma go tylko teoretycznie. Za pół roku może grać bez skrzydłowych, rozgrywających…

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Osłabiony Lech postawi się Rangersom?

Poważne problemy trenera Żurawia. Posypała mu się drużyna przed meczem z Rangersami. Do Glasgow nie polecieli Butko, Crnomarković, Kamiński i Tiba. Stratę dwóch pierwszych można

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo