Gospodarka bezplanowa

Nie stawiałem na zwycięstwo Lecha. Niewiele za nim przemawiało, a za Piastem niemal wszystko. Mistrz Polski nie oddaje zawodników do reprezentacji, więc w spokoju i pełnym składzie trenował. Ma to wszystko, czego Lech u rywali nie lubi: mądrego trenera, skuteczność, wyrachowanie, dobre zgranie, pomysł. Jednak Lech dał radę. Wykorzystał swe atuty, a błędy mu nie zaszkodziły.

Poziom drużyn w ekstraklasie jest zbliżony. Nikt się nie wybija, każdy może wygrać z każdym. O sukcesie decydują detale. W tej sytuacji, chcąc zwiększyć swe szanse, trzeba wykorzystywać wszystkie atuty i próbować zaskoczyć przeciwnika. Trenera doświadczonego i inteligentnego, z pomysłem na grę i grupą choćby i przeciętnych, ale solidnych zawodników stać na miejsce w ligowej czołówce. Mniejsze szanse mają drużyny grające w każdym meczu tak samo, nie przywiązujące większej wagi do defensywy.

Właśnie dlatego Kolejorz nie był faworytem z meczu z mistrzem Polski. Piast mu pomógł, bo całkowicie zawiódł. Za bardzo uwierzył w swoją solidność i przebiegłość. Spokojnie czekał na błąd Lecha, by szybko go skarcić. Przeliczył się. Nie dlatego, że błędów takich nie było. Wprost przeciwnie. Muhar dał kolejny popis lekkomyślności. W jednym meczu potrafi się mylić częściej, niż jego poprzednik, Łukasz Trałka przez cały sezon. Goście nie potrafili wykorzystać ani wspaniałomyślności Chorwata, ani karygodnego wybijania piłki przez świetnie ponoć grającego nogami van der Harta.

Tym razem trener Lecha nie kompromitował idei promowania wychowanków. Dawał im szanse z umiarem, więc Piastowi było trudniej niż przyjeżdżającym tu wcześniej drużynom, łatwo ogrywającym zespół w składzie kojarzącym się z centralną ligą juniorów. We wcześniejszych spotkaniach, gdy do końca pozostawały minuty, a Lech gonił wynik, Żuraw sięgał po juniorów, jakby upatrywał w nich zbawców Poznania. Lekceważył graczy dużo lepszych, widać kierował się kryteriami innymi niż sportowe.

Obecny Lech to ligowy średniak, który już nie planuje walki o europejskie puchary (bo i cóż by w nich zdziałał w juniorskim składzie). Z wypowiedzi kierownictwa klubu wynika, że w tym sezonie (a pewnie i w następnych) celem nie jest sportowy sukces, ale odmładzanie drużyny, praca nad ofensywnym stylem. Takie tłumaczenie brzmi jak kpina. To wmawianie ludziom, że albo się odmładza, albo wygrywa, że albo się stawia na dobrą ofensywę, albo na dobrą obronę. Kibice nie są idiotami. Wiedzą, że wszystkie te wartości nie tylko można, ale trzeba pogodzić. Po prostu trzeba! Bez tego nic nie będzie z zabawy w wielki futbol.

Lech nie jest jedynym klubem na świecie szkolącym młodzież. W lidze holenderskiej, francuskiej, niemieckiej, w ligach bałkańskich jest takich multum. Nikt tam nie poważy się na stwierdzenie: w tym roku odpuszczamy, bo najpierw musimy zbudować młodą, ofensywnie grającą drużynę, bo na taką czekają kibice. To dokładnie tak, jakby ich przekonywać, że wygrywać nie musimy, bo nastawiamy się na sukcesy za kilka lat, gdy zrównoważymy budżet. W cywilizowanym piłkarsko świecie taka wypowiedź wywołałaby oburzenie.

Mimo najszczerszej chęci, trudno dostrzec racjonalność w sposobie budowania Lechowej drużyny. Skoro usunęło się z klubu rzeszę piłkarzy podobno wypalonych, zniechęconych, to potrzebą chwili jest odbudowa doświadczenia. Tymczasem Lech postanowił, że teraz będzie z zewnątrz sprowadzał tylko graczy młodych, żądnych sukcesów, nie traktujących Lecha jako miejsce, gdzie można tylko zarabiać.

Karlo Muhar i Mickey van der Hart może i chcieliby wypromować się w Poznaniu, trafić do lepszej ligi. Przez pół roku nie potwierdzili jednak swych walorów. Wyrobili sobie opinię negatywną, stają się symbolem boiskowych pomyłek. Muhar nie sprawia wrażenia człowieka uczącego się na błędach. Gdyby był pod opieką doświadczonych trenerów, może dałby się przekonać, że od czasu do czasu wypada podać do przodu, że trzeba pracować nad dokładnością zagrań, że siłę fizyczną można pogodzić z szybkimi decyzjami.

Nie wiemy, czy Lech planował generalne odmłodzenie drużyny, czy wyszło to jakoś mimochodem, spontanicznie, bo juniorzy nieźle wpadli w letnich sparingach i trener w nich uwierzył. Gdyby takie były założenia, do drużyny trafiliby z zagranicy nie piłkarze do przyuczenia, ale klasowi. Tacy, od których młodzież mogłaby się uczyć. Od najnowszych nabytków nauczy się niewiele.

Tacy zawodnicy, jak Tiba, Jevtić, Amaral, czy Gytkjaaer są tu na wagę złota. To od nich trzeba zaczynać ustalanie składu. Jeśli trener sugeruje, że Jevtić i Amaral nie mogą grać jednocześnie, to chyba liczy na naiwność słuchaczy. Dobry szkoleniowiec znajdzie miejsce dla obu. Końcówka meczu z Piastem pokazuje, jak dobre może to przynieść skutki. Sadzanie na ławce piłkarza o dużych umiejętnościach, by ogrywać wychowanka to szydzenie z ludzi liczących na wygrywanie. Młodzież zasługuje na szansę, ale nie kosztem wyników. Budowanie młodej drużyny to wartość zbyt cenna, by ją ośmieszać.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

AliExpress sponsorem Lecha Poznań

Jeszcze jedno tej jesieni wspaniałe wydarzenie dla Lecha. Globalna platforma sprzedaży, AliExpress została sponsorem klubu. Pierwszy raz promuje się w ten sposób. Na początek w

jakub kamiński

Kolejny wychowanek Lecha w reprezentacji

W czerwcu skończył 18 lat. Właśnie został reprezentantem Polski, jest potencjalnie najdroższym zawodnikiem ekstraklasy. Jakub Kamiński rozwija się w sposób nieprawdopodobny. Marka akademii Lecha Poznań