Zdemolowanie Puszczy Niepołomice sprawiło niemałą satysfakcję wszystkim wspierającym Lecha, u obecnych na stadionie wywołało entuzjazm, niektórych nawet wprowadziło w euforię, przyniosło radość autorom pięknego zwycięstwa, szczególnie strzelcom filmowych bramek. Lech zapisał się w historii. Tego historycznego wyniku nikt z kronik nie usunie. Kiedy już ochłonęliśmy, pojawiły się pytania: i co z tego? Co to nam daje? Czy ten wyczyn choć trochę przybliżył Lecha do trofeum?
Odpowiedź jest jednoznaczna i niestety smutna. Ten piękny wynik przypomina śmiech przez łzy. Radość nie może być zupełna ani trwała. Zbyt dużo zostało przez tych samych ludzi zmarnowane wcześniej, by się ekscytować. O tym, że w tym zespole drzemią ogromne możliwości, wiemy od dawna. Żałujemy, że ujawniają się tak rzadko, i tylko na własnym boisku, więc na nic konkretnego przełożyć się nie mogą. Z pewnością wynik 8:1 nie wywarł wrażenia na ludziach z Częstochowy, którzy robią swoje, a niestety dla Lecha czynią to dobrze i pewnie. Ze sporadycznych wyczynów głównego rywala nic sobie nie robią. Ważniejsze dla nich są wpadki Kolejorza, a te zdarzały się zbyt często i okazują się kosztowne.
Dziś jeszcze teoretycznie możliwe są wszystkie rozstrzygnięcia. Każdy z dwóch pretendentów do mistrzostwa musi rozegrać trzy spotkania, w sumie więc mamy aż sześć zdarzeń, które mogą się potoczyć inaczej niż wszyscy przewidują. Tyle, że w kluczowym momencie prędzej potknie się ten, co to czynił przez cały sezon niż ten, co grał równo i robił swoje bez fajerwerków w postaci 5:2 nad Legią, 5:0 nad Jagiellonią czy 8:1 nad Puszczą. Prawda jest smutna dla piłkarzy Lecha, a jeszcze bardziej dla ludzi zawiadujących klubem. Nie mają prawa składać broni, wierzyć należy do końca. Nawet jeśli ma się świadomość, że gdyby lepiej się znali na swojej robocie, byliby dziś w innej sytuacji. Prawdopodobnie okażą się słabsi.
Cena, jaką przegrywający mistrzostwo musi płacić za błędy, jest bolesna i wymierna. Liczona w milionach złotych, w prestiżu, w zaprzepaszczonych szansach pucharowych. Mistrz kraju ma bez porównania łatwiejszą drogę w Europie, łatwiej mu podnieść z boiska kolejne miliony. Niezrozumiała postawa Lecha w niektórych meczach, zwłaszcza wyjazdowych, to niechlubne odpuszczanie po przerwie, poddawanie się, strach przed podjęciem walki, przekłada się na poważne straty. Kto odpowiada za klub, musi sobie odpowiedzieć, dlaczego to się stało. A raczej – dlaczego to się stało znów. A nawet – dlaczego to się dzieje wciąż i wciąż?
W sobotnim meczu piłkarze Lecha bawili się na całego. Zdobywali przepiękne gole, wszystko im wychodziło, wspięli się na wyżyny niemałych umiejętności. Gdyby mogli zamienić ten cudowny mecz na punkty oddane przeciwnikom w jednym czy drugim meczu wyjazdowym, wybór byłby oczywisty. Za tydzień trzeba grać przy Łazienkowskiej. Legia w niczym nie będzie przypominać Puszczy Niepołomice, bądźmy tego pewni. A jaką twarz Lecha ujrzymy tym razem? Tę z ostatniej soboty? Czy może z drugiej połowy spotkania w Radomiu? Nie mamy pojęcia, a ta niewiedza jest kosztowna. Doprowadziła do przegrania wielu sezonów, które mogłyby ukształtować klub, postawić go w zupełnie innym wymiarze. Prawda, że szkoda tych wszystkich szans, tego potencjału?



