Meczu z Rakowem szybko nie powtórzą, ale chcą z rozpędu ograć Górnika

Poznań wciąż żyje meczem z Rakowem, ale po zaledwie trzech dniach Lecha czeka spotkanie o awans do półfinału Pucharu Polski, skąd będzie tylko krok do występu na Stadionie Narodowym. Górnik Zabrze gra w tym sezonie zaskakująco dobrze, długo utrzymywał się w ścisłej czołówce tabeli, pokonuje kolejne szczeble w Pucharze Polski. Lech jest w samym szczycie gry co kilka dni, czas znajduje tylko na regenerację. Chciałby wykorzystać jakość swych graczy i gładko zaliczyć awans. To jednak nie będzie łatwa przeprawa.

Biorąc pod uwagę poziom spotkania z KuPS, marną grę Lecha i stan boiska, nikt nie liczył na kosmiczny mecz z Rakowem. Jesienią frekwencja bywała rekordowa, natomiast na początku roku, przez mrozy i rozczarowującą grę piłkarzy, stadion wyludnił się. Nawet wysoka ranga i znaczenie meczu z wicemistrzem kraju, przyjazna godzina i wiosenna pogoda, nie pozwoliły zbliżyć się do ubiegłorocznej średniej frekwencji. Kto nie przyszedł, niech żałuje. Kto się zjawił, tej niedzieli nie zapomni. Na meczu Pucharu Polski publiczność może być jeszcze mniej liczna, ale to wynika głównie z późnej godziny.

Gdyby w niedzielę Lech zagrał na wysokim poziomie i zdemolował renomowanego przeciwnika, tak jak Legię w pamiętnym ostatnim domowym spotkaniu, byłoby to jeszcze jedno z pięknych zwycięstw. Tym razem na wyżyny wzniosły się obie drużyny. Mecz byłby wyrównany, prowadzenie zmieniało się, ale biorąc pod uwagę statystyki, zwycięstwo Lecha nie może dziwić. Strzelał dwa razy częściej i dwa razy celniej. Przebiegł większy dystans, miał przewagę w posiadaniu, wykonał więcej celnych podań. Prawdopodobnie nie byłoby huśtawki nastrojów bez prostych błędów.

– Pomyliłem się, ale starałem się wyrzucić to z głowy. Do końca było 85 minut, miałem czas się zrehabilitować – mówi Michał Gurgul, który podarował Rakowowi gola. I rzeczywiście, tuż przed końcem po jego zagraniu Agnero zdobył zwycięską bramkę. Do drugiego bocznego obrońcy można mieć żal za zachowanie podczas tracenia następnego gola. Nie utrudnił zadania wahadłowemu podczas akcji ofensywnej. Niels Frederiksen ma komfort przy wyborze prawych obrońców. Na lewej stronie niemal „od dechy do dechy” gra Gurgul, który wygrał rywalizację z Moutinho. Jak twierdzi młody Polak, nie czuje się zmęczony częstymi występami, ale we znaki dają się podróże utrudniające sen i zabierające czas regeneracji. Podkreśla jednak, że z Portugalczykiem współzawodniczy sportowo, ich relacje są dobre.

Niels Frederiksen proponuje z pytaniami o Joao Moutimho wstrzymać się do meczu z Górnikiem, jakby sugerował, że możemy się spodziewać zmiany na lewej obronie. Spodziewa się w środę trudnego, zaciętego meczu, ale jego piłkarze nie trenują przed nim rzutów karnych. Jak zresztą twierdzi, podczas meczu karne strzela się inaczej niż na treningu. W tym spotkaniu nie zagra jeszcze Filip Jagiełło. Raczej nie wystąpią, a przynajmniej nie od początku Gholizadeh i Palma, czyli gracze mocno ostatnio eksploatowani, a cenni dla drużyny. Trener skorzysta z Kozubala i Milicia, których w sobotę czeka odpoczynek z powodu nadmiaru żółtych kartek.

Raków ma bardzo mocny i wyrównany skład, ale brakuje mu teraz ludzi niosących drużynę, gwarantujących zwycięstwa. Kiedyś takim był Ivi Lopez. Po poważnej kontuzji obniżył loty, ale umiejętności mu zostały, czego dowodzi mistrzowsko wykonany rzut wolny. Lech ma natomiast w drużynie Gholizadeha, bez którego trudno byłoby wygrać taki mecz. Był współautorem wszystkich goli. Wielka klasa. Trzeci raz z rzędu został najlepszym graczem całej ligowej kolejki. Oby zdrowie i forma dopisywały mu do końca sezonu. Gol Palmy może znamionować jego powrót do formy. Czekamy jeszcze na popisy Walemarka, a to nie wszyscy klasowi gracze ofensywni. W wysokiej formie utrzymuje się Bengtsson, do gry wraca Hakans. Z Górnikiem prawdopodobnie zagra odpoczywający w niedzielę Ismaheel.

Natomiast Agnero załamywał kibiców nieudanymi akcjami, nieumiejętnością panowania nad piłką, by błysnąć w kluczowej akcji i dać Lechowi zwycięstwo. Piłka jest przewrotna, szybko potrafi zmienić osąd zawodnika. Piłkę Iworyjczykowi przekazał nie kto inny, jak Gurgu.

Udostępnij:

Podobne

Kolejorz zmiażdżył Legię!

To miał być wyrównany mecz drużyn walczących w tym sezonie o zupełnie inne cele, ale punktujących ostatnio najlepiej w lidze. Tymczasem od samego początku Lech

Finał nie dla Lechitek

Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,