Liczy się każdy punkt

Mecz we Wrocławiu był do wygrania, ale trzeba się cieszyć z tego, co jest, czyli z punkciku. Mogło być przecież gorzej. Pod koniec spotkania Śląsk mocno przycisnął i wykorzystał to, co jest jego mocną stroną, a słabiutką Kolejorza: stałe fragmenty gry. Miał ich więcej, po każdym trzeba się było liczyć z zagrożeniem.

W tym meczu dużo się działo. Jednej i drugiej drużynie dopisywało szczęście. Drugi gol dla Lecha był wynikiem przypadkowej ręki rywala w polu karnym, ale nikt by się nie zdziwił, gdyby VAR był równie „uważny” jak sędzia główny. Niejeden punkt Lechowi w taki sposób przepadł. Śląsk też miał szczęście, bo Mączyński, zwany przez niektórych komentatorów Krzyśkiem, powinien był wylecieć z boiska, a to on, po chamskim faulowaniu Ramireza, dwukrotnie asystował przy bramkach dla gospodarzy.

Lechowi trudno się grało w piłkę wodną. Stracił ważne atuty, nie mógł stosować swej głównej broni – szybkiej wymiany piłki, wyprowadzania w ten sposób ataków. Zamiast wielu podań po ziemi, oglądaliśmy długie, kierowane do skrzydłowych przez całe boisko. Piłka rzadko do nich docierała, trzeba było się o nią bić. Śląsk lepiej się czuł w takiej grze, wygrywał większość twardych pojedynków, był w nich bardziej bezwzględny.

Na niekorzyść Lecha zadziałała też słabsza postawa tego, który zwykle napędza ataki Kolejorza: Kamila Jóźwiaka. Słabo wychodziły mu dryblingi, nie mógł się z piłką rozpędzić na ciężkim boisku. Raz tylko posłał do boju Kamińskiego i przyniosło to pierwszą bramkę. Właśnie wspomniany Kamiński więcej w tym meczu dawał Lechowi. Wyrasta na coraz lepszego skrzydłowego. Jóźwiak jako 18-latek nie grał tak dojrzale, aż tak szybko się nie rozwijał.

To było kolejne spotkanie, w którym trener nie pożałował zostawienia na ławce Muhara. Powinien podążać tą drogą. Chorwat ma poważne ograniczenia, nigdy nie zagra lepiej. Natomiast Moder rozwija się. We Wrocławiu mało miał okazji oddawania strzałów z dystansu, a szkoda, bo na tak fatalnym boisku mogłaby to być skuteczna broń. Wydaje się, że z Muharem Lech będzie miał problem. Chorwat ekstraklasy nie zawojuje, a kontrakt ma solidny.

Teraz Legia, która znów może cieszyć się w Poznaniu ze zdobycia mistrzostwa. Nie byłby to miły obrazek dla piłkarzy i kibiców Lecha, tym bardziej, że wynikałby ze straty punktów. Walka ze Śląskiem i Piastem o miejsce na podium może trwać do samego końca rozgrywek, a i Lechia, wyspecjalizowana w wygrywaniu byle jakich meczów, też ostatniego słowa nie powiedziała. Trzeba walczyć o każdy punkt nie tylko po to, by opóźnić święto Legii, ale i by Puchar Polski nie pozostał ostatnią deską ratunku.

Fot. lechpoznan.plPrzemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Zasłużona porażka Warty

Niewiele do powiedzenie mieli Zieloni w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze. Goście byli w Grodzisku dużo lepiej zorganizowani, do tego nastawili się ofensywnie. Byli jednak bardzo