Lech zmierzy się z Ruchem, ale najbardziej boi się samego siebie

Mogło być pięknie i radośnie. Gdyby Lech grał przynajmniej normalnie, na przeciętnym swoim poziomie, kupno biletu nie tylko na mecz z Legią, ale i na kończące sezon starcie z Koroną graniczyłoby z cudem. Atmosfera w mieście byłaby nieziemska, zapotrzebowanie na sukcesy Kolejorza jest przecież ogromne. Zamiast tego trzeba się martwić, czy w Chorzowie nie pęknie przed groźnym Ruchem i czy sezon nie będzie przegrany z kretesem, na życzenie władz klubu wystrzegających się sportowego sukcesu.

Ruch Chorzów to jedna z najsłabszych drużyn ekstraklasy, przegrywająca mecz za meczem, na wyjazdach i u siebie. Ostatnio jednak sprawił niespodziankę wygrywając we Wrocławiu ze Śląskiem, pokazując niedawnemu liderowi miejsce w szeregu. Gra ofensywna Ruchu, jego różnorodny sposób atakowania budzi niepokój w Poznaniu. Wszyscy widzą, co sobą aktualnie reprezentuje Lech, do jakiego stanu doprowadzono tę drużynę. Panujący w klubie minimalizm, brak dążenia do trofeów musiał się przełożyć na mentalność piłkarzy.

Trener Mariusz Rumak przyznaje, że Lech przegrywa sam z sobą. – Największym naszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Łatwo tracimy kontrolę nad przebiegiem meczu, nie pokazujemy tego, co potrafimy. Najlepsze współczynniki dotyczące elementów gry notujemy w meczach, których nie wygrywamy. Tak było w ostatnim spotkaniu z Cracovią. Dobra gra nie przełożyła się na wynik – ocenia trener.

Właśnie dlatego trudno przewidzieć, jak Lech zaprezentuje się na Stadionie Śląskim. Porównując jakość i umiejętności piłkarzy, nawet tych nielicznych, którzy mogą jeszcze grać, goście będą zdecydowanym faworytem. Równie dobrze mogą jednak przegrać z kretesem, bo są roztrzęsieni, zdołowani okazywaną w kluczowych momentach słabością, kilka błędów technicznych sparaliżuje niepewnych swego zawodników. Wszystko im można zarzucić, tylko nie mentalność zwycięzców. Kibice marzą o triumfach, zamiast tego regularnie przychodzi im się wstydzić. Do Chorzowa nie jadą, sektor gości na jednym z największych stadionów w Polsce wyłączony jest z użytku.

Mariusz Rumak wie, jak trzeba zagrać, by wrócić do Poznania z dobrym wynikiem. Po zmianie trenera Ruch prowadzi grę, akcje buduje od własnej połowy, atakuje dużą liczbą graczy, którzy dzięki temu stwarzają zagrożenie w polu karnym. Bywa to jednak dla nich niebezpieczne, gdy przeciwnik przejmie piłkę i wykorzysta wolne przestrzenie. Właśnie odbiór piłki może być, zdaniem trenera Lecha, szansą na zwycięstwo. Przewiduje, że w tym meczu będą fragmenty, gdy trzeba się bronić przed atakiem miejscowych.

W tym roku trzeba nieustannie borykać się z brakami w składzie. Piłkarze Lecha zrobili się chorowici jak nigdy, jeden po drugim wypadają ze składu. Ich pech byłby szansą dla absolwentów akademii, których można byłoby w tej sytuacji pokazywać, jednak Mariusz Rumak nie ma tego, czym dysponował Dariusz Żuraw, wstawiający do pierwszego składu nawet po pięciu młodzieżowców. Ostatnio wychowankowie nie obrodzili. Trener nie wie, czy Filip Marchwiński, który opuścił ostatnie spotkanie, będzie mógł pojechać do Chorzowa. Poza tym trzech graczy po starciu z Cracovią jest mocno poobijanych i ich występ w meczu z Ruchem stoi pod znakiem zapytania. Nie wiemy, którzy to gracze. Zanosi się, że Lech znów nie wykorzysta limitu zawodników zasiadających na ławce rezerwowych.

O mistrzostwie Polski nie ma co marzyć, skoro klub już pół roku temu, nie uzupełniając składu i nie zatrudniając solidnego trenera dał do zrozumienia, że nie jest tym zainteresowany. Jednak zły wynik na Stadionie Śląskim może pozbawić Lecha szansy na pokazanie się w Europie. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: klub nie musiałby trwonić pieniędzy na liczną kadrę piłkarzy.

Udostępnij:

Podobne