Letnie okienko transferowe było wyjątkowe. Lech pobił swój rekord, odzyskał dwóch wychowanków, stracił najlepszego piłkarza z ubiegłego sezonu, na którym jednak trochę zarobił, z czołowych zawodników korzystać nie może. W kategoriach poważnej straty, zwłaszcza w kontekście fatalnej gry defensywy i tracenia mnóstwa bramek, należy oceniać rozstanie się z Bartoszem Salamonem.
Afonso Sousa był jednym z najlepszych zawodników całej polskiej ligi. Z jego odejściem należało się liczyć, po prostu był zbyt wartościowym i wciąż perspektywicznym graczem, by tu zostać. I rzeczywiście odszedł, Lech podobno zyskał na przekazaniu go tureckiemu Samsunsporowi ok. 3 milionów euro, choć portal transfermarkt jego wartość, trochę przesadnie, szacuje na 5 milionów. Zastąpić ma go Hiszpan Pablo Rodriguez, pozyskany za ponad milion euro z Lecce. Nowy gracz Lecha wciąż się wdraża do gry w naszej lidze. Idzie mu to opornie. Sezon jest poważnie zaawansowany, a Rodriguez jeszcze niczego obiecującego nie pokazał.
Co innego Luis Palma. Ten szybko zaadaptował się w drużynie. Jest aktywny, często ma piłkę przy nodze, oddaje strzały, zdobył już dwa ważne gole, oba głową. Jest tylko wypożyczony na ten sezon. Trudno wierzyć, że stanie się graczem Kolejorza na stałe, Celtic oczekuje za niego 4 milionów euro. Mało prawdopodobne, by Lech się skusił, a zwłaszcza by było go na taki transfer stać – mimo iż Honduranin to wartościowy gracz, a byłby wart znacznie więcej i grałby w lepszej lidze, gdyby dysponował większą szybkością, potrafił przyspieszyć z piłką przy nodze.
Bardzo dużo czasu zajęło Lechowi znalezienie zmiennika dla Mikaela Ishaka. Szwed był jedynym wartościowym napastnikiem Kolejorza. Nie jest jednak człowiekiem nie do zdarcia, ma swoje lata, nie może grać non stop. I tak wytrzymał bardzo długo bez żadnego urazu, zdążył strzelać gole w lidze i pucharach, zanim musiał odpuścić z powodów zdrowotnych. Nowego napastnika Lech pozyskał rzutem na taśmę, w ostatnich godzinach.
Yannickowi Agnero nikt nie zarzuci braku szybkości i sprawności. Podobno może mieć kłopoty z opanowaniem piłki i zachowaniem na boisku, ale to gracz ledwo 22-letni, można go ukształtować. Płacąc za niego 2,3 miliona euro Lech pobił swój rekord transferowy. Nie wiemy, czy Iworyjczyk natychmiast zawojuje ligę, czy uratuje swój nowy klub w Europie, raczej to się nie zdarzy, ale z pewnością Lech zainwestował w potencjał tego gracza. Czekał, aż chętni do pozyskania go za kasę jeszcze wyższą, dużo wyższą, wykruszą się. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na tym napastniku będzie można sporo zarobić.
Transferem last munute było też wypożyczenie z Górnika Zabrze Taofeeka Ismaheela. Ten szybki skrzydłowy nie znalazłby się przy Bułgarskiej, gdyby Lech nie stracił skrzydłowych. Hakans, Walemark i Gholizadeh byli operowani, prawdopodobnie urazy mięśniowe będą kurować do końca roku. Trudno wierzyć, by ich problemy wzięły się z niczego. Raczej należy je wiązać z informacjami o wyjątkowo ciężkich treningach prowadzonych latem przez sztab trenerski. Nie wiemy tego na sto procent, ale opinie, że ich mięśnie tak wielkiego obciążenia nie wytrzymały, mogą być prawdziwe. Gdyby mogli grać, można byłoby wiązać niemałe nadzieje z występami Kolejorza w Lidze Konferencji. Teraz też nie można powiedzieć, że jest słaby. Lada chwila wróci do zespołu zdrowy już Radosław Murawski. Wzmocni środkową formację, choć nie zastąpi „dychy”. Lechowi brak takiego gracza. Miał nim być Rodriguez. Może kiedyś będzie…
Trudno wierzyć w odniesienie wielkich sukcesów, gdy drużynie brak solidnej obrony. Zajmujący aktualnie szóstą pozycję w lidze Lech, przy dwóch zaległych meczach, ma stosunek bramek 10:10. Tyle goli stracił tylko w ekstraklasie, w pięciu zaledwie spotkaniach. Defensywa sama sobie strzelała bramki także w eliminacjach pucharowych. Trzy gole przy Bułgarskiej zdobyła Crvena zvezda. Piątkę dorzucił KRC Genk. Większość tych trafień goście zawdzięczali błędom popełnianym przez defensorów, na przykład podczas wyprowadzania piłki sprzed pola karnego, braku koordynacji, spóźnionej lub żadnej reakcji podczas stałych fragmentów.
Bartosz Salamon przez kilka sezonów był ostoją defensywy Lecha. Przytrafiło mu się zawieszenie za obecność w organizacji substancji niedozwolonej. Potem wydawało się, że odzyska pozycję w drużynie. Z czasem jednak Niels Frederiksen przestał na niego stawiać. Gracz leczył kontuzje, ale nawet gdy był sprawny, do gry nie wracał. Wreszcie odszedł, klub pożegnał go bez wielkiego żalu, można nawet powiedzieć, że z ulgą. Faktycznych przyczyn tego dziwnego zjawiska nie znamy, ale z zewnątrz wygląda to na marnotrawstwo. Po prostu szkoda takiego gracza, jego doświadczenia, siły. Tym bardziej, że błędy w obronie, jeśli będą się powtarzać, narażą klub na poważne straty.
Filip Szymczak będzie w tym sezonie grał (jeśli znajdzie uznanie w oczach nowego trenera) w lidze belgijskiej, w Charleroi. Został wypożyczony na rok. Jeśli się sprawdzi, do Lecha już nie wróci. Mówiło się, że i Fiabema odejdzie, w grę wchodził transfer definitywny do ligi duńskiej. Został jednak w Poznaniu, być może trenerowi był w drużynie niezbędny. Ostatnio dostarczył kibicom dużo radości i świetnej zabawy strzelając swego pierwszego gola. To nie znaczy, że nagle zamienił się w super napastnika, jego braki widoczne są gołym okiem, znają je wszyscy w polskiej lidze.



