Nieczęsto się zdarza, by Lech w pełni wykorzystał możliwości swych czołowych zawodników, przełożył jakość indywidualną na zespołową. Tak było w Kielcach, ale tylko w pierwszej połowie. Gdyby w drugiej stać go było nie na desperacką obronę prowadzenia, lecz na spokojną grę i kontrolę nad wydarzeniami, pokazałby się jako główny kandydat do mistrzostwa, bo w Polsce nie ma drugiej drużyny o takich walorach. Jeśli rozegranie całego meczu na takim poziomie zdarza się rzadko, to niech chociaż nastąpi w konfrontacji z głównymi rywalami. Na przykład w niedzielę.
Wcześniej trzeba zagrać z KuPS, czyli postawić kropkę nad „i”. Biorąc pod uwagę jakość przeciwnika, jego problemy ze skompletowaniem kadry, złapanie czerwonej kartki już na początku, wynik pierwszego starcia trzeba uznać za zadziwiająco niski. Ale uwzględniając okropne warunki atmosferyczne i sztuczne tworzywo udające trawę, zaliczka jest cenna i na tyle wysoka, by trener mógł w rewanżu oszczędzić ważnych zawodników. Z graczy, którzy w Kielcach zasiedli na ławce, można byłoby zestawić ekipę zdolną pokonać wszystkich w Polsce. Tak mocnej i wyrównanej kadry jeszcze w tym klubie nie było.
Ludzie, dla których Lech jest ważny, przeżyli tyle upokorzeń, że cieszy ich każdy dobry okres. Taki, jak teraz, gdy zwycięska seria przywróciła nadzieje. To już się zdarzało, ale równie dużo było niespodziewanych ciosów porównywanych do mokrej ścierki trafiającej prosto w twarz. Może tym razem będzie inaczej? Może coś rzeczywiście się zmienia…
Nie zdarzało się dotychczas, by w pierwszym składzie regularnie grało trzech nastoletnich wychowanków. W przeszłości bywało ich nawet pięciu, ale na siłę, bez przełożenia na jakość drużyny. Teraz młodzież bezapelacyjnie wygrywa rywalizację z graczami o uznanej jakości. Najwięcej obiecujemy sobie po najmłodszym z nich, Wojciechu Mońce. W Kielcach znów zadziwił klasowymi interwencjami, pewnością siebie. Skrzypczak i Douglas mają pecha – młody Wojtek wygryzł ich ze składu. To nie znaczy, że już nie zagrają, znajdą do tego wiele sposobności. Muszą się jednak pogodzić z tym, że nie oni są pierwszym wyborem trenera.
Jak tu nie zadawać pytania, dlaczego złożona z klasowych graczy drużyna nie dominuje w ekstraklasie. Częściowo wynika to ze specyfiki tej ligi. Od dawna brakuje tu zdecydowanego lidera, prowadzącego od początku rozgrywek do końca. Lech mógłby takim być, ale zbyt długo walczył sam z sobą, pokonywał własne słabości, odzyskiwał formę po obozach przygotowawczych. Zbyt długo leczyli się ważni, nawet najważniejsi zawodnicy. Do dziś zresztą nie wszyscy wrócili do składu. Hakans dopiero próbuje sił w rezerwach, data powrotu Murawskiego wciąż jest tajemnicą.
Bez największych gwiazd, czyli Gholizadeha, Sousy, Walemarka Lech nie zdobyłby w poprzednim sezonie mistrzostwa. Teraz pierwszy raz w erze nowożytnej ma szanse tytuł obronić, a jeżeli się to powiedzie, to znów za sprawą tych, co długo się leczyli, a teraz albo wrócili, albo za chwilę wrócą do gry. Największą gwiazdą nie tylko Lecha, ale i całej ligi jest Gholizadeh. To jeden z najlepszych piłkarzy Lecha w całej jego historii. Jego techniczne umiejętności kojarzą się z błyskotliwym Okońskim, choć to piłkarze innego typu. Bardziej do Mirka przypomina Walemark, ale ten z wysoką formą.
Kiedy przed laty do Lecha trafił Darko Jevtić, jego zwodami, strzałami można się było delektować zauważając, że nie był szkolony w Polsce, tu nie takiej jakości. To jednak nie był gracz klasy Gholizadeha. Miał okresy obniżki formy, znikał na długie tygodnie. Ali boryka się z dolegliwościami, zwłaszcza prawego kolana, ale kiedy wraca po przerwie, a zdarzyło się to już kilka razy, jest niezastąpiony. Bez niego nie byłoby zwycięstwa w Kielcach, nie pierwszy raz jego klasa przełożyła się na punkty.
Niestety, jego obecność po sezonie w Lechu jest niewiadomą. Jeszcze niedawno wydawało się, że największym wyzwaniem klubu będzie pozyskanie na stałe Palmy. Teraz wątpimy, czy Honduranin odzyska walory warte miliony euro. Natomiast Ali, który podobno tęskni do ojczyzny, z pewnością wie, że wojnę, na którą się zapowiada, lepiej przeczekać daleko od Iranu. Globalna polityka może Lechowi w tym przypadku sprzyjać.



