Znów frajerska strata punktów. Z ostatnią drużyną w tabeli!

Dwa wyjazdy do drużyn z dołu tabeli, strata czterech punktów i opinię o potędze Lecha szlag trafił. W Łęcznej zagrał równie nieskutecznie, jak w Mielcu, był żałośnie bezradny. Prowadził, ale po fatalnych zmianach dokonanych przez trenera stracił frajerską bramkę i zremisował z ostatnią drużyną w lidze. W ten sposób mistrzostwa Polski się nie zdobędzie.

Nie było niespodzianek w składzie Lecha. Trener wystawił wszystkich swoich najlepszych zawodników, choć tym razem nie zabezpieczał prawej strony defensywy wystawiając Satkę. Zostawił go na ławce rezerwowych, a na boisku znalazł się Joel Pereira, znacznie bardziej przydatny w ofensywie. W drugiej połowie trener wprowadził zmiany, które drużynie na dobre nie wyszły.

Nie był to na początku mecz równie jednostronny, jak ten w Mielcu. Gospodarze nie zamierzali wycofywać się w komplecie na własne pole karne. Teoretycznie Lechowi powinno być przez to łatwiej, ale trochę czasu zabrało mu wejście w rytm, opanowanie chaosu. Akcje nie zazębiały się, próby oddawania strzałów z daleka też były dalekie od powodzenia.

Najaktywniejszy był Amaral. Podawał prostopadle do Ishaka, szukał szczęścia strzelając, jednak Gostomski nie miał problemów z obroną. Po 18 minutach Lech dopiął swego. Milić podał na lewe skrzydło do Rebocho, ten w biegu dośrodkował, głową piłkę trącił Ishak, ale niczego by nie zdziałał, gdyby piłka nie odbiła się od obrońcy. Zmierzała do bramki i padłby gol samobójczy, ale tuż przed linią bramkową dopadł do niej Amaral stając się w ten sposób strzelcem bramki.

Górnik od początku grał odważnie, a teraz ruszył do ataku, osiągając lekką przewagę. Lech natomiast szukał szczęścia w kontratakach, niezbyt niestety licznych. Potem znów zdominował gospodarzy. Można mieć zastrzeżenia do Karlstroema, zupełnie nieprzydatnego w ofensywie, a także do Bednarka, nie wychodzącego  do dośrodkowań, zmuszającego partnerów do wybijania piłki na rzut rożny.

Ostatni kwadrans pierwszej połowy był w wykonaniu Lecha zupełnie nieudany. Po prostu przestał grać. Górnik przejął inicjatywę, swobodnie rozgrywał piłkę, goście nie potrafi ich akcji przerywać, bezradnie biegali od przeciwnika do przeciwnika. Mogło się to źle skończyć, bo gra toczyła się teraz na połowie Lecha. Druga połowa miała trochę lepszy początek, choć i tak nie było dużej przewagi. Kilka razy jednak udało się oddać groźne strzały. Gostomski musiał bronić uderzenia Tiby i Ishaka.

Po godzinie gry trener Skorża zaordynował zmiany, i to niespodziewane, bo zdjął z boiska Tibę, Pereirę i Amarala, wprowadził Ramireza, Kwekweskirego i Satkę. Był to prawdopodobnie wyraz niepokoju o wynik – Słowak miał powstrzymywać spodziewane, choć nieliczne ataki gospodarzy. Jednak w decydującym momencie zawiódł właśnie on. Najpierw jednak zaczął się okres największej chyba dominacji Kolejorza. Wchodził w obronę Górnika jak w masło, rozgrywał, strzelał. Wszystko to poszło na marne.

Wystarczyło, że Górnik na chwilę się otrząsnął, przeszedł do przodu, dobrze rozegrał akcję, wykorzystał błąd, a potem gapiostwo Kwekweskiriego. Dośrodkowanie Krykuna przy braku reakcji Satki, potem bierna postawa przyglądającego się Gruzina, strzał głową Janusza Gola i była sensacja – faworyzowany lider tabeli już tylko remisował na boisku ostatniej drużyny w tabeli. Do końca było jeszcze 10 minut, ale biorąc pod uwagę słabość Ishaka, dramatyczną, legendarną już nieskuteczność Lecha, wszystko było jasne. Na ostatnie minut trener Lecha zdjął aktywnego Kamińskiego, wpuścił Marchwińskiego. To był ruch w stylu Dariusza Żurawia.

Doliczony czas to dramatyczna nieporadność Lecha w ofensywie. Jego akcje były rwane i chaotyczne, nie potrafił złamać przeciwnika, w dodatku musiał się bronić przed pojedynczymi próbami Górnika. Sędzia przedłużył mecz aż o 6 minut. I były to minuty wstydu. Tak nie gra kandydat na mistrza Polski.

Górnik Łęczna – Lech Poznań 1:1 (0:1)
Bramki: Janusz Gol 79 – João Amaral 18
Żółta kartka: Pedro Rebocho.
Górnik: Maciej Gostomski, Kryspin Szcześniak, Tomasz Midzierski, Kamil Pajnowski, Leandro, Michał Mak (59 Jason Lokilo), Szymon Drewniak, Janusz Gol, Alex Serrano (72 Damian Gąska) Serhij Krykun (90 Daniel Dziwniel), Przemysła Banaszak.
Lech: Filip Bednarek, Joel Pereira (62 Lubomir Satka), Bartosz Salamon, Antonio Milić, Pedro rebocho, Jakub Kamiński (87 Filip Marchwiński), Jesper Karlstrom, Pedro Tiba (62 Nika Kwekweskiri), Joao Amaral (62 Dani Ramirez), Adriel Baloua (80 Michał Skóraś), Mikael Ishak.
Sędziował Sebastian Krasny (Kraków)
Widzów: 4528.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na