Ktoś nas nabiera

Kilka dni temu, oglądając w akcji naszych byłych przeciwników, wróciliśmy do pięknych wspomnień. Trudno uwierzyć, że Lech miał na rozkładzie Dnipro Dniepropietrowsk, Juventus, Red Bull Salzburg, Manchester City. Wydawało się, że Kolejorz skazany jest na sukcesy, na stały postęp. Ostatnie wydarzenia pokazały gdzie jest dziś, a gdzie jego byli rywale. O Manchesterze nie ma co wspominać, bo to inna dyscyplina sportu. Natomiast Dnipro, drużyna z tej samej półki, co dawny Lech, pokonało w Lidze Europy Tottenham. Juventus niepodzielnie rządzi w silnej lidze włoskiej. Red Bull na wyjeździe zdemolował Ajax Amsterdam. A Lech? Lech dał się zdemolować Pogoni Szczecin.

To pokazuje, jak Lecha potraktowali ludzie nim władający. Kibice są nieprawdopodobnie cierpliwi i wyrozumiali. Potrafią zrozumieć błędy, wybaczyć je. Przyszłość jest dla nich ważniejsza niż rozpamiętywanie klęsk. Inwestora, który prawie osiem lat temu przyszedł na Bułgarską powitali z nadziejami, z wiarą w sukcesy. Kilka lat męczyli się patrząc, jak powstaje silna drużyna, ale doczekali się mistrzostwa, udanego startu w pucharowych rozgrywkach, choć nie w tych najważniejszych. Nagle wszystko tąpnęło. Ludzie potrafiący budować drużynę, sprowadzać graczy wybitnych oraz tacy, co znają się na sportowym marketingu, zostali z korporacji wyrzuceni. Nadszedł czas markowania rozwoju. Od sportowych sukcesów ważniejsze się stało ogrywanie młodzieży, a nie mam tu na myśli piłkarzy, lecz tych, co drużynę budują.

Kibiców przeraża, że przy Bułgarskiej wszelkie klęski, wszelkie upokorzenia traktowane są jako zjawiska naturalne. Tu przechodzi się do porządku dziennego nad wydarzeniami, które w każdym dużym klubie wywołałyby potężny wstrząs. To dowodzi, że właścicielowi klubu właściwie wszystko jedno, jak spisuje się drużyna, bo to nie jest dla niego priorytet. Klęska w Szczecinie, która dla kibiców jest traumą, władzom klubu trochę tylko zmąciła radość z pożegnania drogiego w utrzymaniu Rafała Murawskiego.

W taki sposób można próbować zarządzać klubem, lecz nie takim, jak Lech. Tu ludzie oddają mu całe serce. Gotowi są znieść niejedno upokorzenie, jednak tylko wtedy, gdy widzą w tym sens. Nie będą obrywać w nieskończoność, bo nie czują się idiotami. Nie zmienią klubu na inny. Pozostaną przy swoim Kolejorzu, ale przestaną bezkrytycznie słuchać tych, co ich nabierają na „majstra”, na „prawdopodobnie najlepszy skład w Polsce” i inne dyrdymały.

Budowanego byle jak, za jak najtańsze pieniądze Lecha nigdy nie będzie stać na wielkie sukcesy. Pozwoli sobie na wygrywanie pojedynczych spotkań, nawet na zakwalifikowanie się do pucharów. Kiedy jednak przyjdą poważniejsze próby okaże się, że drużyna jest słaba, że nie robi postępów, że wciąż te same błędy powiela nie z meczu na mecz, ale z rundy na rundę.

Kibice Lecha zasługują, by właściciel klubu powiedział im wprost, czego mogą oczekiwać. Skoro Lech jest w zapaści finansowej i trzeba włączyć kolejne programy oszczędnościowe, to powiedzmy o tym szczerze i zapomnijmy o dobrych wynikach. W atmosferze, jaką mamy tu ostatnio, nie uda się pozyskać kolejnych sponsorów, zdobyć finansów na rozwój, na transfery. Można pozbyć się kolejnych drogich w utrzymaniu piłkarzy, stawiać na młodzież, ale nie można jednocześnie mamić kibiców opowieściami o budowaniu potęgi. Budowanie atmosfery nie polega na kłamaniu. Żaden korporacyjny spec od marketingu nie wyczaruje tego, co potrafili dokonać poprzednicy obecnego właściciela klubu. Wtedy przy Bułgarskiej było biednie, ale rodzinnie. Teraz jest tylko biednie.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny