Jedni muszą,drudzy bardzo chcą

Wyeliminowanie Lecha z Ligi Europy byłoby dla Żalgirisu, a prawdopodobnie i dla całej litewskiej piłki nożnej największym sukcesem w dziejach. Zespół z Wilna już we wtorek zameldował się w ośrodku w Grodzisku Wielkopolskim, by oswoić się z prawdziwą trawą. Piłkarze Lecha nie wyobrażają sobie klęski. Zapowiadają strzelenie kilku bramek.

Piłkarze z Litwy, jak zapewniają, nie boją się gry na wielkim stadionie, przy dopingu licznej publiczności. Trener Marek Zub i czołowy strzelec zespołu Kamil Biliński twierdzą, że takie warunki bardziej im pomogą niż zaszkodzą. – Jesteśmy przygotowani do walki na sto procent przez ponad 90 minut. Zdajemy sobie sprawę, że Lech nie jest teraz w najwyższej formie i to może być dla nas szansa. Upał? W jeszcze gorszych warunkach graliśmy ostatnio w Armenii – wzrusza ramionami Biliński.

Trener ani piłkarz nie zdradzają taktyki na mecz, ale w Poznaniu nikt nie ma wątpliwości, że nie będzie ona skomplikowana. Żalgiris ograniczy się do twardej, głębokiej obrony i prób wyprowadzania kontr. Jeśli uda się zdobyć gola, Lech stanie przed koniecznością strzelenia trzech, a skuteczność nie jest teraz mocną stroną tego zespołu. – W Wilnie nasi kibice byli uradowani. Nadzieje na jeszcze większy sukces są duże. Wiemy jednak, że Lech to markowa, znana w Europie drużyna – twierdzi Biliński.

Dla Marka Zuba mecz z Lechem będzie najważniejszym w jego trenerskiej karierze. – To ciekawy moment. Dzięki wynikowi w Wilnie spotkanie zyskało na atrakcyjności. Tam mieliśmy swoje atuty, przede wszystkim nietypową nawierzchnię, mogliśmy operować piłką po swojemu. Lech będzie walczył o uratowanie sezonu pucharowego, stanie przed dużą presją. Natomiast dla Kamila Bilińskiego będzie to szansa pokazania się w Polsce. Czuje się poszkodowany, bo nikt mu nie dał szansy w polskim klubie – zwraca uwagę Marek Zub.

Lech zmuszony jest grać ostatnio co trzy dni. Zdaniem obrońcy Marcina Kamińskiego nie pozwala to na rozpamiętywanie niepowodzeń, trzeba szybko wyciągać z nich wnioski i walczyć w kolejnym meczu. Nie ma czasu na treningi, tylko na pomeczowy i przedmeczowy rozruch. – Musimy wyjść z kryzysu, ale nie mamy zamiaru za bardzo się przejmować niepowodzeniami, szczególnie wynikiem z Wilna. Jestem przekonany, że potrafimy z nawiązką odrobić straty. Trzeba zagrać na zero w obronie i strzelić kilka goli – mówi „Kamyk”.

Piłkarz nie ukrywa, że zespół odbył mocną, męską rozmowę. Piłkarze wytknęli sobie wzajemnie, prosto w oczy, błędy. Trener Mariusz Rumak podkreśla, że zespół się nie podda, będzie walczyć ze wszystkich sił. Czy widzi analogię między sierpniem 2012 roku, gdy pożegnał się z Europą i z Pucharem Polski a sierpniem 2013? – Wtedy też było źle, ale znajdowaliśmy się w innej sytuacji. Zespół opuściło kilku zawodników, nikt ich jeszcze nie zdążył zastąpić – stwierdził wyrażając zadowolenie z zaufania i wsparcia, jakiego zespołowi i trenerowi udzielił ostatnio zarząd klubu.

Jakie będą atuty Lecha? – Stadion, liczni kibice i naturalna trawa – wyliczył trener. – Krytyka była słuszna. Po meczu w Lubinie widać, że zespół powoli rośnie. Wierzę, że uda nam się strzelić więcej niż dwie bramki. Postawimy przeciwnikowi własne warunki. Musimy grać szybko, by rywal jak najwięcej biegał – podsumował Mariusz Rumak.

Na szczęście uraz Gergo Lovrencsicsa nie okazał się groźny, zawodnik zgłasza gotowość do gry. Coraz lepiej czuje się Burić. Nie można wykluczyć, że szybko wróci do bramki.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny

Taktyczna innowacja się broni. Póki co

Nie udało się przywieźć zwycięstwa z Białegostoku, choć niewiele do niego brakowało – determinacji i trochę szczęścia. Strata punktów nie przełożyła się na sytuację w