Ekstraklasa pełna tajemnic

Analiza

Lepiej źle zacząć rozgrywki, ale szybko dojść do równowagi niż wystartować jak rakieta, ale dostać niespodziewanej zadyszki, a potem zgubić formę na finiszu. W polskiej lidze żadne rozstrzygnięcie nie będzie sensacją, każdy słabeusz, skazany z góry na degradację, może pokonać faworyta rozgrywek. Lech wreszcie wygrał, ale trzeba przyznać, że nie spotkał się z mocnym rywalem, a jakość gry wicemistrza Polski ciągle budzi poważny niepokój. Nadzieją dla trenera i piłkarzy są dłuższe przerwy między meczami i perspektywa stopniowego powrotu do zdrowia ważnych zawodników.

Porażka faworyzowanej Legii z dołującym Ruchem nie tak dawno ucieszyłaby kibiców Lecha. Punkty przecież zgubił główny przeciwnik w walce o tytuł. W sytuacji, w jakiej znalazł się poznański klub, wynik z Chorzowa potraktowaliśmy wzruszeniem ramion. Co z tego, że Legia przegrywa, skoro Lech nie potrafi pomóc samemu sobie, ma własne problemy, o wiele poważniejsze niż ktokolwiek mógł przed sezonem przypuszczać.

Kto wie, jak byśmy odebrali wyniki ostatniej kolejki ligowej, gdyby los na przeciwnika Kolejorza wybrał nie drużynę pokazującą otwarty futbol, lecz potrafiącą mądrze się bronić i kontratakować. Z takimi Lech od dawna nie potrafi sobie poradzić. Stracił przy Bułgarskiej mnóstwo punktów z takimi „potęgami”, jak GKS Bełchatów. Korona Kielce zagrała tak, jak Lech lubi. Nie przeszkadzała, próbowała atakować, nie koncentrowała się na głębokiej defensywie. Mecz był przez to otwarty, ale i tak Lech popełnił taką masę błędów, że chwilami oczy bolały od patrzenia na takie popisy.

Najbardziej u piłkarzy Lecha denerwują proste straty piłki, niecelne podania, zwalnianie gry, gdy aż się prosi, by ją przyspieszyć. Każdy rywal, z którym się Kolejorz spotyka, wygrywa indywidualne pojedynki w środku boiska. Wybicie przez „Kotora” piłki do przodu najczęściej oznacza jej stratę. Jeżeli nawet zawodnik w niebieskiej koszulce pierwszy dotknie piłki głową, to tylko po to, ją skierować gdziekolwiek, nie oglądając się, gdzie stoją lub biegną koledzy z drużyny. Nie widać w tym żadnej myśli, gra nie jest płynna, mnożą się straty.

Ustawienie, w jakim pokazał się Lech, było ofensywne. Trener nakazał kierować prostopadłe piłki do ataku. Pawłowski dobrze się spisał jako rozgrywający. Kiedy wróci do pełni formy i nauczy się dobrze współpracować z kolegami, będzie z niego duży pożytek. Słabiej zagrał Hamalainen, przegrywał pojedynki z przeciwnikami, ale nie grał aż tak kiepsko, jak Teodorczyk. W pierwszej połowie Kolejorz występował właściwie w dziesiątkę, bo napastnik nie potrafił się odnaleźć. Ten mecz wybitnie mu nie wyszedł. Nie pierwszy raz zresztą w barwach Lecha. Ślusarski nie jest jeszcze w pełni formy. Gdyby nie Vojo Ubiparip, trzeba byłoby powiedzieć, że Lech chwilowo nie ma ataku.

Większym zmartwieniem Mariusza Rumaka jest defensywa. Ta formacja ciągle jest w rozsypce, a doszło jeszcze jedno zmartwienie – słaba forma Arboledy. Całe szczęście, że Barry Douglas za chwilę wznowi treningi, do zdrowia wróci Tomek Kędziora, wyleczy się wreszcie Kebba Ceesay.

Stabilna sytuacja kadrowa, przemyślana polityka i mądry, konsekwentny trener to w polskiej lidze wartości wystarczające do nadawania tonu rozgrywkom. Górnik Zabrze po czterech meczach zdobył większą liczbę punktów niż Legia. Nie ma w zespole dobrze opłacanych gwiazd, prezentuje wyrównany skład, gra tym samym, odważnym stylem od lat i wygrywa mecze z drużynami, którym trudno ustabilizować formę. Nieźle prezentuje się też Piast Gliwice, po zmianie trenera dobrą formą zaskakuje Lechia. Kto wie, czym nas jeszcze zaskoczy Jagiellonia. Jeżeli Lech odzyska klasę i włączy się do walki o czołowe lokaty, właśnie w tych drużynach będzie miał najgroźniejszych przeciwników. A także w Śląsku, który wzorem Lecha sprzed kilku lat dobrze pokazuje się w Europie, ale cierpi na tym gra w lidze. Wrocławianie tracą już do lidera 7 punktów. Trudno przewidzieć, co pod wodzą Smudy zaprezentuje Wisła.

Teraz Lecha czeka trudna pucharowa wyprawa do dalekiej Niecieczy. Nie jest łatwo grać na tamtejszym wiejskim boisku. Mamy się czego bać, bo przed rokiem Lech odpadł z Ligi Europy na tym samym etapie eliminacji i błyskawicznie pożegnał się z Pucharem Polski. Wtedy martwiliśmy się słabą postawą Kolejorza, ale w tym roku gra on o wiele gorzej. Awans po wyjazdowym meczu z solidnym pierwszoligowcem byłby dowodem powrotu zespołu do dyspozycji z rundy wiosennej.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny

Taktyczna innowacja się broni. Póki co

Nie udało się przywieźć zwycięstwa z Białegostoku, choć niewiele do niego brakowało – determinacji i trochę szczęścia. Strata punktów nie przełożyła się na sytuację w