Czekamy na prawdziwego Lecha

Czy po meczu w Niecieczy możemy więcej niż do tej pory powiedzieć na temat formy piłkarzy Lecha? Nie bardzo. Tylko jedno nie ulega wątpliwości. To ciągle nie jest drużyna mocniejsza od tej, co wiosną zdobyła wicemistrzostwo kraju. Założenia władz klubu były inne. Zespół miał być personalnie silniejszy i bardzo dobrze przygotowany do rozgrywek. Tymczasem czołowy polski klub znalazł się w takiej sytuacji, że nawet brak klęski we wstępnej fazie Pucharu Polski jest powodem do satysfakcji. Przyznajmy jednak otwarcie, że gdyby w pierwszej połowie meczu w Niecieczy przeciwnik zdobył gola, nastroje przy Bułgarskiej mogłyby być jeszcze podlejsze niż po pożegnaniu się z Europą.

Nie możemy powiedzieć, że wszyscy piłkarze Lecha zmarnowali okres przygotowawczy. To prawda, że niektórym daleko do formy z wiosny, nawet jeżeli nie skarżyli się na zdrowie i mogli w lipcu ciężko pracować. Prawdę mówiąc, tylko Vojo Ubiparip gra teraz o wiele lepiej, mimo iż w sparingach nie błyszczał i wydawało się, że jesienią znów nie „odpali”. Tymczasem właśnie on jest najskuteczniejszym i najrówniej grającym napastnikiem, a bardziej lub mniej poważne urazy prawie połowy podopiecznych Mariusza Rumaka tłumaczą to tylko częściowo.

W sytuacji, gdy tak wielu zawodników się leczyło, trudno było mieć nadzieje na atomowy start zespołu w nowych rozgrywkach. Biorąc pod uwagę statystykę, ten start wcale nie był taki zły, bo z dziewięciu rozegranych spotkań o stawkę drużyna przegrała tylko jedno. Lech jednak stracił sześć punktów w lidze, a przede wszystkim odpadł, po dramatycznie słabej grze, z rozgrywek europejskich, co pozbawiło klub poważnych pieniędzy, czyli nadziei na stabilizację finansową. Skoro przedtem nie udało się drużyny – mimo tylu ubytków! – poważnie wzmocnić, to nie ma co się łudzić, że jeszcze w tym okienku transferowym do Lecha przyjdzie nowy gracz ofensywny. Nie tak dawno temu trener Mariusz Rumak, pytany o wzmocnienia, wyrażał nadzieję, że zobaczy jeszcze latem co najmniej jednego nowego gracza. Teraz ze smutkiem w głosie proponuje pytać o to Piotra Rutkowskiego.

Nie ma żadnej gwarancji, że mocniejszy personalnie zespół poradziłby sobie z Żalgirisem, choć z nowym graczem byłoby o to z pewnością łatwiej. To żadna sztuka oceniać po fakcie, ale śmiem też twierdzić, że gdyby w meczu rewanżowym z Litwinami Lech wystąpił w takim składzie, jak w meczach przeciwko Koronie i Termalice, zagrałby lepiej, a przede wszystkim byłby dla przeciwnika groźniejszy.

Piłka jest przewrotna. Wiele zależy od pewności siebie, od poskromienia złych emocji. Z pucharów Lech odpadł na własne życzenie, bo piłkarze nie potrafili udowodnić, że stanowią silniejszy zespół niż pół amatorzy z Wilna. Na sto meczów z Żalgirisem prawie wszystkie zakończyłyby się zwycięstwem Lecha, tak ja na sto pojedynków z Manchesterem City Lech prawdopodobnie wygrałby tylko raz, bo jest zdecydowanie słabszy od angielskiego potentata. Z takimi rywalami wygrywa się sposobem, używając głowy i serca, a nie tylko nóg. Właśnie dlatego w futbolu, w przeciwieństwie na przykład do hokeja na lodzie, zawsze można się spodziewać sensacyjnych rozstrzygnięć.

Z tych samych powodów mecz w Niecieczy mógł się potoczyć zupełnie inaczej. W pierwszej połowie, gdy Lechowi tak trudno było wykonać celne podanie i opanować piłkę, Termalika mogła zaskoczyć „Kotora”, a miała na to szanse. W grę gości wkradłaby się niepewność, nie pokazaliby takiego luzu, jaki zademonstrowali po przerwie i mielibyśmy kolejne nieszczęście. W pierwszej części meczu widzieliśmy drużynę grającą paskudnie – ślamazarnie i niedokładnie. Po przerwie to się diametralnie zmieniło, ale w dalszym ciągu nie wiemy, który Lech jest prawdziwy.

W niedzielę Lech gra prestiżowy mecz w Krakowie. Już podczas sparingu w Grodzisku Wielkopolskim widzieliśmy, jak wiele dla Franciszka Smudy znaczy dobry wynik w spotkaniu z Lechem. Z pewnością wolałby przegrać kilka meczów, ale ten jeden wygrać. Wisła pokaże wszystko, na co ją ostatnio stać, Franz nie pozwoli na jakiekolwiek odpuszczanie. Tego jesteśmy pewni. A Lech? Tu żadnej pewności nie może mieć nawet trener. Być może drużynie znów trudno będzie się pozbierać, złapać pewność siebie. Musimy jednak wierzyć, że zawodnicy występujący w niebiesko-białych strojach potwierdzą, iż w Lechu znaleźli się nie przez przypadek.

Udostępnij:

Podobne

Podwójna rywalizacja z GKS Katowice

Ponad 30 tysięcy kibiców przyjdzie w niedzielę na Bułgarską, by obejrzeć ważny i ciekawie się zapowiadający mecz Lecha z GKS Katowice. To nie będzie jedyny

Taktyczna innowacja się broni. Póki co

Nie udało się przywieźć zwycięstwa z Białegostoku, choć niewiele do niego brakowało – determinacji i trochę szczęścia. Strata punktów nie przełożyła się na sytuację w