Prawdopodobnie mecz Lecha z FC Thun obejrzy niewiele ponad 20 tysięcy widzów. To liczba skromna, biorąc pod uwagę frekwencję z końca poprzedniego i początku obecnego sezonu, a także stawkę meczu – awans do Ligi Europy. Nieszczęsny mecz przeciwko Aarhus, marna gra w Poznaniu przeciwko KI Klaksvik stłumiły entuzjazm. Lechowi, zwłaszcza grającemu w Europie, na własnym obiekcie nie idzie. Kibice stali się ostrożni. Nikt nie lubi upokorzeń.
Pytany o to podczas przedmeczowej konferencji prasowej trener Niels Frederiksen zapewnił: – Potrafimy grać dobrze także na swoim stadionie. Liczę jutro na duże wsparcie kibiców i że będzie ich wielu. Owszem, mieliśmy trudne momenty w Poznaniu, nie tylko zresztą w tym sezonie. Stać nas jednak na zaprezentowanie się z dobrej strony. Czeka nas trudne spotkanie, bo gramy z bardzo silnym rywalem. My też mamy dużą jakość, więc liczę, że jutro mój zespół po prostu zwycięży.
Nie będzie o to łatwo w sytuacji, gdy Lechowi grozi występ bez napastników w składzie. Ishaka na tygodnie wyłączyła kontuzja, a Agnero poleciał do Afryki załatwiać sprawy wizowe. – Nie widziałem go od dziesięciu dni, ale mówiono mi, że wciąż żyje i ma się dobrze. Spodziewamy się, że wyląduje w Poznaniu po południu – mówił trener. Czy jednak zawodnik ten da radę jutro wyjść na boisko? A jeżeli tak, to w jakim wymiarze? Pewne jest tylko to, że i Agnero, i Yegbe, który wcześniej wrócił do Poznania i wziął nawet udział w treningu z drużyną, zostaną włączeni do meczowej kadry.
W meczu rewanżowym na Wyspach Owczych, gdy Agnero przebywał w Afryce, a Ishak musiał opuścić boisko jeszcze w pierwszej połowie, całą drugą Lech grał bez napastnika. Strzelił wówczas cztery gole, jedną autorstwa skrzydłowego Daniela Hakansa. Zapewnia on, że grywał już jako „dziewiątka”, także w czwartek może to zrobić, jeśli trener na niego postawi. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że pośle tam Sayydmensha, który bardzo szybko zaadaptował się w drużynie, stał się główną jej postacią ofensywną. Nie można wykluczyć występu 18-letniego Wojciecha Szymczaka. Na Wyspy Owcze nie poleciał, dopadła go choroba, teraz jest do dyspozycji trenera.
Kibice, którzy zrezygnują z przyjścia w czwartek na stadion, mogą potem żałować. FC Thun gra tak, jak lubi Lech. Stosuje agresywny pressing, dobrze radzi sobie bez piłki, zostawiając jednak rywalom miejsce na ataki, więc można znaleźć dużo przestrzeni, wykorzystać szybkość Hakansa i jego kolegów. Nie jest jednak wykluczone, że szwajcarska ekipa zastosuje wariant bardziej defensywny, skupiając się na grze na własnej połowie. Frederiksen podkreśla, że i na taką sytuację jego zespół będzie przygotowany.
Szwajcarzy dobrze wykonują stałe fragmenty gry, strzelają w ten sposób wiele goli, czego o Lechu powiedzieć nie można. W dodatku miewa problemy broniąc się w takich sytuacjach. Trener analizował ten aspekt, przedmeczowe treningi poświęcone były zachowaniu się podczas stałych fragmentów gry.



