Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego przykładem jest konsekwentne inwestowanie w akademię, wreszcie za sportową moc, zbudowanie drużyny z największymi gwiazdami ekstraklasy w składzie. Wątpiących w świetlaną przyszłość Kolejorza ubywało, wszystko jawiło się w pięknych barwach. Ponieważ jednak mamy do czynienia ze sportem, tylko kwestią czasu było zakłócenie tej sielanki. Remis z Cracovią przekonuje, że nie zawsze będzie pięknie, nie wszystko przychodzi za darmo, o swoje trzeba walczyć i czynić to mądrze.

Cracovia to zespół, który potrafi się postawić, sparaliżować, zneutralizować atuty rywala, zaskoczyć. Tak w ostatnich sezonach było zawsze, niezależnie od tego, kto ją trenował. Kto nie podejdzie do niej wyjątkowo poważnie, nie pokaże największej swej siły, niczego nie uzyska. Lech natomiast zaczął ten mecz tak, jakby był przekonany, że spokojnie wygra, bo mu się to po prostu należy, z urzędu. Zdobyłby punkty tylko wtedy, gdyby od początku pokazywał to, co w ostatnich 10 minutach, gdy atakował co prawda chaotycznie, ale ambitnie i energicznie, z wolą zdobycia gola. Tylko wówczas obrona „Pasów” musiała desperacko walczyć o przetrwanie. Wcześniej wystarczyło się przesuwać, zagęszczać i czekać na niewymuszone błędy Lecha, jego znak firmowy.

Niels Frederiksen po meczu nie robił tragedii ze straty punktów, nie krytykował swego zespołu za słabą grę. Mówił, że wcale nie było tak źle. Jednak wszyscy, którzy ten obserwowali, nie mają wątpliwości: zbyt łatwo Cracovii przychodziło powstrzymywanie ofensywnych prób Lecha. Nie pokazał on swej ładniejszej twarzy. Grał tak, jakby wciąż z trudnością godził ligę z pucharami. W przeciwieństwie do gości miał za sobą dwa mecze o stawkę. Jednak zespół z Krakowa latem rozegrał cztery sparingi z solidnymi rywalami. Wyszedł z nich obronną ręką, pokazał jakość, a przede wszystkim dobrą organizację. W Poznaniu to procentowało. Trener Kolejorza w okresie przygotowawczym nie testuje swej ekipy w trudnych i licznych sparingach. To on odpowiada za przygotowanie drużyny, widać uznał takie rozwiązanie za trafne.

Lech wydał mnóstwo pieniędzy na wzmocnienie drużyny. W tym akurat meczu nie było to widoczne. Nowy bramkarz był o włos od zafundowania swej drużynie porażki, gdy łapał piłkę na granicy pola karnego. O tym, że ocalał w tym meczu decydowały centymetry i zawsze subiektywna interpretacja przepisów przez sędziego VAR. Solidność i dużą klasę potwierdził Yegbe, Lech ma defensora wymarzonego. Sayyadmanesh ożywił atak, niestety tylko na kilka minut, podobno na więcej będzie go stać za kilka tygodni, jakby wracał na boisko po długim rozbracie z piłką. Jednak warto cieszyć się z góry z jego umiejętności.

Jeśli natomiast chodzi o samą jakość gry, to zmieniło się niewiele. Przez większość spotkania trzeba było sobie radzić bez „szóstki”. Kozubal zapobiegł stracie gola blokując groźny strzał, ale środka boiska nie opanował, nie przerywał ofensywnych prób Cracovii. Dopiero wejście na boisko Murawskiego wniosło do gry defensywną jakość i ofensywną energię. Młody pomocnik być może zmieni ligę, ma na to jeszcze tygodnie w tym okienku, klub czeka na dobrą ofertę, ale z pewnością rozgląda się za defensywnym pomocnikiem. Im szybciej ktoś taki dołączy do zespołu, tym lepiej dla wszystkich.

Właśnie pomoc była w sobotę najsłabszym ogniwem Lecha. Jagiełło wyraźnie nie miał dobrego dnia, mylił się, tracił piłkę. Rodriguez w swoim stylu był w ciągłym ruchu, przemieszczał się między liniami, wchodził w pojedynki, niestety zbyt często je przegrywał, a każda taka strata niosła ryzyko wyprowadzenia ataku przez przeciwnika. Brak odpowiedzialności – to największa wada tego gracza. Niewiele dobrego można powiedzieć o ataku Lecha. Ishak mógł zostać bohaterem meczu, gdyby wykorzystał odbicie piłki przez bramkarza po mocnym uderzeniu Bengtssona. W końcówce Lech grał systemem 4-4-2, ale zbyt często obaj napastnicy zajmowali dokładnie to samo miejsce na boisku.

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym