Nie sprowadzili napastnika. Nie chcieli? Nie potraflili?

Trener Lecha twierdzi, że przez najbliższe godziny, gdy wciąż otwarte jest okienko transferowe, można liczyć na dołączenie do jego drużyny napastnika, ale nadziei w jego glosie nie słychać. Nie niepokoi go brak skuteczności Gytkjaera. Twierdzi, że gorzej by było, gdyby do sytuacji bramkowych nie dochodził. Wierzy, że będzie miał pożytek z Żamaletdinowa i zdrowiejącego Tomczyka.

Okres kilku miesięcy okazał się zbyt krótkim, by Lechowi udało się pozyskać napastnika. Pozostał z osamotnionym Gytkjaerem, w dodatku od dawna nie potrafiącym strzelić bramki z akcji. W tym roku zdobył tylko jednego gola wykorzystując rzut karny. – Wystarczy, by raz udało mu się  trafić, a się odblokuje – przekonuje Dariusz Żuraw. – Z napastnikami tak bywa, że coś się delikatnie zacina. Nie robimy z tego problemu – zapewnia.

Lech jest jedną z najczęściej strzelających drużyn, w każdym meczu ma wiele okazji bramkowych. Bramki nie padają z powodu braku skuteczności, a nie przez problemy z wypracowaniem dobrych sytuacji. Podczas zimowej przerwy, jak informuje trener, Lech prowadził zaawansowane rozmowy z wieloma kandydatami do gry w ataku. Mowa była o wypożyczeniu na pół roku, czy o dłuższym kontrakcie, z myślą o odejściu latem Gytkjaera. Niektórzy z tych piłkarzy wybrali grę dla innych klubów. Lech nie chciał sprowadzać takich, co przez pół roku nigdzie nie grali.

– Nie chcieliśmy pozyskiwać byle kogo, byle tylko usatysfakcjonować dziennikarzy i kibiców. To byłoby bez sensu, bo po miesiącu czy dwóch okazałoby się, ile są warci. Musieliśmy brać pod uwagę wszystkie aspekty. Za dwa tygodnie Paweł Tomczyk wznowi treningi. Timur Żamaletdinow pracował nad powrotem do formy, z niego też możemy korzystać, gdy wystąpi tak potrzeba – pociesza trener Lecha.

 

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli