Gdyby wartość klubu oceniać na podstawie jakości aktualnej drużyny, akcje Lecha leciałyby w dół w tempie zatrważającym. Wystarczy porównać piłkarzy, którzy grali w Poznaniu 10 lat temu i tych, są w obecnej drużynie. To kiedyś była najmocniejsza drużyna w Polsce, inne kluby mogły tylko zazdrościć Lechowi piłkarskiej jakości. Dziś, po poważnym odchudzeniu, sprawia o wrażenie ligowego średniaka i ekipy próbującej podnieść głowę po ciężkich przejściach. Gra w Erywaniu wskazuje, jak trudno będzie o ligowe zwycięstwa.
Amaral, który w sobotę podpisał z klubem kontrakt i Tiba mogą podnieść poziom drużyny, o ile potrafią się w Poznaniu odnaleźć, co wcale nie jest zagwarantowane. Trener Ivan Djurdjević zapowiedział zamianę ilości w jakość. Transferów będzie mniej, ale do zespołu nie dołączy nikt przypadkowy. Jeżeli w każdym okienku transferowym Lech będzie ogłaszać milionowe transakcje, sytuacja może zacząć się zmieniać. Zanim drużyna personalnie się wzmocni i zacznie dobrze realizować taktyczne założenia trenera (o woli walki nie wspominając), kibiców czekają smutne czasy.
Dużo więcej będziemy wiedzieli w niedzielę wieczorem, po meczu Lecha w Płocku. Maciej Makuszewski gwarantuje, że kibice zobaczą zupełnie inną drużynę niż w Armenii. – Oceniając nasze szanse, nie bierzmy pod uwagę tego, jak graliśmy z Gandzasarem. Tak słabego spotkania już nigdy nie zagramy. Pokazaliśmy coś zupełnie innego niż sobie założyliśmy. Mieliśmy przycisnąć, by strzelić bramkę, byliśmy faworytem, powinniśmy wygrać, ale męczyliśmy się, staraliśmy się mecz kontrolować – mówi skrzydłowy Lecha.
Gra Lecha sugerowała oszczędzanie się przed meczem w Płocku. – Musimy się zregenerować i pojechać na ligowy mecz z innym podejściem.. Nasz forma będzie rosła z każdym meczem. Z Płocka musimy przywieźć zwycięstwo – zapowiada Maciej Makuszewski. Ostatnio trener wystawia go w roli wahadłowego, który ma też zadania defensywne. – Trudno się przestawić, bo zawsze byłem piłkarzem ofensywnym, dlatego nasza gra doskonała jeszcze nie była. Czeka nas sporo pracy, wiele rzeczy musimy zrozumieć – dodaje.
Dobrze natomiast w roli wahadłowego czuje się Wołodymyr Kostewycz. – Jako boczny obrońca też miałem za zadanie włączać się do ataku. Teraz jest lepiej. Mam świadomość, że jeżeli nie zdążę wrócić pod własną bramkę, zastąpi mnie któryś z trzech środkowych obrońców – mówi piłkarz z Ukrainy. Nie wiadomo, czy w niedzielę trener postawi na niego, czy na Piotra Tomasika.
Z Wisły Płock odeszło kilku ważnych piłkarzy, a przede wszystkim trener Jerzy Brzęczek, powołany na stanowisko selekcjonera polskiej reprezentacji. Lechowi w tym mieście, na przestarzałym stadionie zwykle ciężko się grało. Często przegrywał, czasem remisował, tylko raz udało mu się wygrać. Przed zmęczonymi piłkarzami trudne zadanie. W sobotę trening został odwołany, by łatwiej było odzyskać siły.



