Lechia Gdańsk była drugim ekstraklasowym klubem „Makiego”. Spędził tam prawie dwa lata, od lutego 2014 do stycznia 2016 roku, gdy jako zawodnik zbędny został wypożyczenia do Vitorii Setubal. Długo w Portugalii nie pograł. Pół roku później zainteresował się nim Lech, który najpierw go wypożyczył, a potem wykupił z Lechii. Piłkarz jest z tego powodu zadowolony. Tu zaczął najlepszy okres kariery, trafił do reprezentacji Polski.
– Gdybym pozostał w Lechii, do kadry bym nie trafił – nie ma wątpliwości skrzydłowy Kolejorza. – Otrzymałem szansę wejścia na wyższy poziom. Cieszę się, że gram dla Lecha. Mam teraz przed sobą jeden cel. Zamierzam go zrealizować – dodaje. Z pewnością ma na myśli mistrzostwo Polski w barwach Lecha Poznań.
Do Gdańska pojechał jednak z przyjemnością. Jak twierdzi, wciąż ma tam wielu dobrych znajomych, przywita się z nimi serdecznie, zachował dobre relacje. Zamierza jednak wrócić do Poznania z trzema punktami. Spodziewa się twardego, zaciętego meczu, bo takie są wszystkie ostatnie pojedynki Lecha z Lechią. Gdańszczanie zajmują dopiero dwunaste miejsce w tabeli, są podrażnieni niepowodzeniami, zamierzają się jak najszybciej zrehabilitować, a skład mają mocny.
„Maki”, który musiał opuścić poprzedni mecz, po powrocie ze zgrupowania reprezentacji otrzymał od trenera kilka dni wolnego. – Przydało mi się to, wypocząłem, choć żałuję, że nie mogłem zagrać w Białymstoku – mówi. Jak twierdzi, chce, by po najbliższej kolejce Lech nadal był liderem ekstraklasy, więc mecz w Gdańsku trzeba wygrać. Przeciwnik w poprzednim meczu pokazał się z dobrej strony. W Warszawie tylko na początku Legia była lepsza, potem goście uzyskali przewagę, nie potrafili jednak mimo kilku dobrych okazji zdobyć wyrównującej bramki. Przed Lechem stoi więc trudne zadanie.



