Kilku ważnych zawodników w ogóle do Norwegii nie poleciało. W Poznaniu został Marcin Robak, co należy traktować jako zapowiedź pożegnania się tego napastnika z klubem. Z kolejnym urazem, podobno drobnym tym razem, zmaga się Nicki Bille. Też nie przyleciał z drużyną, z czego należy wysnuć wniosek, że w meczu o stawkę zadebiutuje Christian Gytkjaer, stając przeciwko swemu młodszemu bratu Fredrikowi.
Mario Situm, kto wie, czy nie najlepszy nowy piłkarz Lecha, nie zagra w Haugesund. W tym przypadku zmartwienie jest mniejsze, trener ma innych zawodników mogących wystąpić na pozycji bocznego pomocnika. Na skrzydle mogą grać Makuszewski, Jóźwiak, Barkroth, Radut. Do Norwegii poleciał też Puchacz, choć raczej w charakterze ucznia. Środkową linię mogą uzupełnić Jevtić, Majewski, Gajos, Tetteh, Trałka, o ile nie zastąpi środkowego obrońcy. Defensywa to na początku sezonu prawdziwy problem. Trener zmuszony był nawet sięgnąć do rezerw po weterana Dudkę. W grę wchodzi też debiut Vujadinovicia, zawodnika przychodzącego wprost z urlopu.
Inny zawodnik, który pokazywał się już w nowej drużynie, ale przygotowuje się do sezonu w Poznaniu, to Dilaver. Pewniakami do gry w zaistniałej sytuacji są boczni obrońcy, Gumny i Kostewycz. Mało prawdopodobne, by w bramce nie stanął Putnocky. Taki skład Lecha sprawia wrażenie eksperymentalnego, doraźnego, niepowtarzalnego. Nowi gracze, których ma być ośmiu, a być może i dziewięciu, pokażą się dopiero w kolejnych meczach. To nie znaczy, że Lech w Norwegii stoi na straconej pozycji. Ma szanse nawet wygrać, a w rewanżu i tak będzie miał lepszą formę i mocniejszy skład.
Mecz w Haugesund rozpocznie się o godzinie 19. Wszystko wskazuje, że transmisję przeprowadzi LechTV. Rewanż za tydzień na INEA Stadionie.



