Dawid Kownacki już jako 15-latek budził zainteresowanie managerów i kibiców, zapowiadał się na wielkiego piłkarza. Wychował się w Gorzowie Wielkopolskim, ale jako 8-latek zaczął treningi w Lechu. Debiutował w ekstraklasie jako 17-latek, szybko zaczął zdobywać gole. Przez chwilę wydawało się, że tak szybka kariera przerośnie tego piłkarza. Nie dość, że zatrzymał się w rozwoju, to walczył z kontuzjami. Stabilnemu rozwojowi nie sprzyjało wystawianie go na różnych pozycjach w ofensywie. Wreszcie ustabilizował formę, zrobił wielki krok do przodu przechodząc do serie A, gdzie zresztą wcześniej dał się poznać strzelając na wyjeździe bramkę Fiorentinie w meczu Ligi Europy.
„Kownaś” nie jest pierwszym Polakiem grającym w Genui. Jest ich trzech, w dodatku wszyscy mają za sobą akademię Lecha, choć Bereszyński najpierw dał się skusić Legii Warszawa. Karol Linetty, podobnie jak teraz Kownacki, trafił do serie A wprost z Kolejorza i wykonał olbrzymi skok w rozwoju, jego wartość radykalnie wzrosła, jest podstawowym zawodnikiem, interesują się nim mocniejsze kluby. Kownacki ma szansę pójść w jego ślady. W barwach Lecha rozegrał 117 spotkań strzelając 27 bramek. W tym sezonie pierwszy raz od czasu Piotra Reissa miał nosić na plecach nr 9. Teraz jednak „dziewiątka” znów jest wolna.
W tym roku w kadrze Lecha pokazują się kolejni młodzi piłkarze. Rozwijają się trenując (a miejmy nadzieję, że także grając) u boku doświadczonych, klasowych piłkarzy sprowadzonych z zagranicy. Dzięki temu, że klub od lat inwestuje w akademię, w tym roku zarobił nie mniej niż za udział w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Co ciekawe, karierę robią piłkarze, którzy cierpliwie czekają na swoją szansę, korzystają z proponowanej ścieżki rozwoju. Rzadko udaje się to takim, co szybko chcą robić karierę na własną rękę.



