Po strzeleniu bramki przeciwko Termalice wpadł w radość, którą potem porównał do seksu. Czym więc będzie dla niego strzelenie gola Legii? – Chyba można to porównać do orgii – odpowiedział ze śmiechem. Zapewnił, że dobrze wie, czym dla całego miasta jest pojedynek z odwiecznym rywalem, jak to traktują kibice, dla których Lech jest wszystkim. Informowali go o tym wszyscy, z którymi rozmawiał, a zaczął – jak przyznał Nicki – wiceprezes Piotr Rutkowski.
Gra na wypełnionym 40-tysięczną widownią stadionie nie będzie dla niego nowością. Ma za sobą występ na San Siro w Mediolanie, na Park do Princes w Paryżu, czyli stadionie PSG, czy na Vicente Calderon, obiekcie Atletico Madryt. Wszędzie tam był jednak piłkarzem drużyny gości. Dopiero teraz zagra przed tak liczną własną, wspierającą go publicznością. Smak derbów poznał będąc w Hiszpanii graczem Elche, w spotkaniu przeciwko Hercules Alicante. Strzelił nawet wtedy bramkę. Jako dziecko był kibicem Broendby i pamięta atmosferę pojedynków przeciwko lokalnemu rywalowi FC Kopenhaga.
Duńczyk zapewnia, że jest już w stu procentach zdrowy, trenował ostatnio na pełnych obrotach, ma siły nie na 90, lecz nawet na 180 minut i zrobi wszystko, czego od niego oczekuje trener. – Nawet gdy miałem kontuzję nie przestawałem trenować, nie było ani jednego wolnego od zajęć dnia – mówi. Oglądał Legię jeszcze przed przyjazdem do Poznania, gdy mierzyła się ona w Lidze Europy z duńskim Midtjylland. Uważa ją za dobrą drużynę. – Ale my wiemy, jak ją zbić. Gramy u siebie – podkreśla. Nie zna nazwiska ani jednego obrońcy tej drużyny.



