[widgetkit id=140] |
Niezależnie od tego, jaka będzie frekwencja, z pewnością będzie ona wyższa niż we Florencji, gdzie na trybunach stadionu zbudowanego w czasach Mussoliniego zasiadło kilkanaście tysięcy osób, a atmosfera nie była gorąca. Nawet sektor na łuku, na którym zbierają się najbardziej aktywni kibice Violi, w niczym nie przypominał poznańskiego Kotła. Inna sprawa, że do środy udało się sprzedać zaledwie 3 tysiące wejściówek do Kotła, co jest wyrazem stosunku fanów Kolejorza do europejskich rozgrywek.
Pierwszy mecz Lecha i Fiorentiny zakończył się wynikiem sensacyjnym. Powtórzenie tego w rewanżu byłoby niespodzianką jeszcze większą. Włoscy piłkarze zapewniają, że nie pozwolą się już zaskoczyć i że dysponują dużo mocniejszym i bardziej wyrównanym składem. Co tu dużo mówić – mają rację. Nie wiadomo zresztą, których zawodników trener Urban wyśle do boju. Zdrowi są wszyscy oprócz Marcina Robaka, z którego zresztą Lech nie miał pożytku także wtedy, gdy nie walczył z kontuzjami. Już w niedzielę Lech musi jednak rozegrać spotkanie ligowe, bardzo ważne w sytuacji, gdy trzeba wydobyć się z dna tabeli. Możemy więc znów zobaczyć Thomallę w ataku i Holmana jako środkowego pomocnika.
Przedmeczowy trening Lecha odbył się w gęstej mgle. Zaczęła ona ustępować, gdy na boisko weszli piłkarze Fiorentiny. Nie wiadomo, jak będzie w czwartek wieczorem, gdy zacznie się mecz, ale pamiętając o pechu włoskich drużyn do poznańskiej pogody trzeba się liczyć z wszystkim. Wyjazdowe spotkanie lidera Serie A budzi duże zainteresowanie we Włoszech, choć tamtejsi dziennikarze sugerują trenerowi, że lepiej byłoby skupić się na rozgrywkach ligowych. Paulo Souza twierdzi jednak, że drużyna gra dla swoich fanów, a oni zawsze oczekują zwycięstw. Portugalczyk jest pewny swego. Nie wierzy, że Lechowi znów dopisze szczęście.



