Lech ciągle zagubiony w mgle

Jeżeli ktokolwiek podejrzewał, że piłkarze Kolejorza przegrywali wszystko, co jest do przegrania, bo chcą zwolnić trenera, to w meczu z Ruchem zadali temu kłam. Oni po prostu lepiej grać nie potrafią i trener Urban musiał przełamać własną tradycję: pierwszy raz zdarzyło mu się nie wygrać w debiucie w nowym klubie. Musi się cieszyć, że nie przegrał, choć w pierwszej połowie wydawało się, że tylko cud może Lecha uratować.

Każdy trener stara się wypracować u swoich podopiecznych powtarzalność. W przypadku piłkarzy Lecha owa powtarzalność jest silna, ale doprowadza kibiców do czarnej rozpaczy. W poprzednim meczu, w Krakowie, przegrał głównie dlatego, że stracił bramkę już w pierwszej minucie i do końca nie potrafił się podnieść. W spotkaniu z Ruchem gol dla gości padł już w 45 sekundzie. Co gorsze, w sposób prawie identyczny padła druga bramka. Po rzucie wolnym wrzutka w pole karne Lipskiego, strzał głową Stępińskiego przy biernej postawie wysokich stoperów Lecha. To jest karygodne!

Kiedy Lech przegrywał jedną bramką, starał się szybko odrobić stratę. Atakował jednak schematycznie, nerwowo i niedokładnie, notował stratę za stratą, nie oddawał strzałów. Ruch ustawił zasieki przed własnym polem karnym, czekał na ataki Lecha, wyprowadzał kontry. Po jednej z nich nastąpił faul, ze stałego fragmentu gry Stępiński zdobył drugą bramkę i wydawało się, że jest po meczu. Lech nadal nie dawał rady przeprowadzić składnej akcji. Gola kontaktowego jednak zdobył, co było zasługą Pawłowskiego, który minął zwodem obrońcę, wpadł w pole karne i podawał do Hamalainena. Udało mu się jednak przelobować bramkarza i piłka wpadła do bramki.

W przerwie, w miejsce bezproduktywnego w ataku Lovrencsicsa i niemrawo grająceo Gajosa na boisko weszli Kownacki i Jevtić. Gra Lecha poprawiła się. Atakował teraz z rozmachem i nareszcie zaczął tworzyć sytuacje bramkowe, oddawać strzały. Był jednak beznadziejnie nieskuteczny i… znów powtarzalny. Piłki w ataku były kierowane na prawe skrzydło do Kownackiego, ten zaś albo niecelnie strzelał, albo tak dośrodkowywał, że bramkarz Ruchu bez wszystko wyłapywał. Napór Lecha nie malał, Ruch głównie się bronił. Wreszcie udało się przeprowadzić jedną jedyną w tym meczu akcję konsekwentnie zakończoną sukcesem. W polu karnym Ruchu powstało ogromne zamieszanie, kilku zawodników Lecha z determinację próbowało uderzyć, obrońcy nie potrafili wybić piłki, ta wreszcie trafiła do Kamińskiego, który odkupił część win umieszczając ją z bliska w siatce.

Lech miał okazję wygrać, bo ciągle atakował wszystkimi siłami i oddawał strzały, wywalczał rzuty rożne, Douglas egzekwował rzuty wolne. Szczęście więcej nie dopisało. Byłoby łatwiej z napastnikiem, ale takiego nie było nawet na ławce rezerwowych. Nowy trener wysłał na trybuny i Robaka, i Thomallę. Czeka widać na prawdziwego napastnika…

Lech Poznań – Ruch Chorzów 2:2

Bramki: Pawłowski (41.), Kamiński (81.) – Stępiński (1. i 25.)

Kartki: Trałka, Kamiński – Konczkowski

Widzów: 15,5 tysiąca

Lech: Jasmin Burić – Kebba Ceesay (83. Dariusz Formella), Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Barry Douglas – Łukasz Trałka, Karol Linetty – Gergo Lovrencsics (46. Dawid Kownacki), Maciej Gajos (46. Darko Jevtić), Szymon Pawłowski – Kasper Hamalainen.

Ruch: Matus Putnocky – Martin Konczkowski, Michał Koj, Mateusz Cichocki, Marek Zieńczuk – Maciej Urbańczyk (71. Maciej Iwański), Łukasz Surma – Kamil Mazek, Patryk Lipski, Tomasz Podgórski – Mariusz Stępiński.

Udostępnij:

Podobne

Nie dzielą skóry na niedźwiedziu

Mimo wysokiego zwycięstwa Lecha w Danii, który jest teraz niewątpliwym faworytem rywalizacji, sprawa awansu nie została rozstrzygnięta. Trener Freferiksen przekonuje swych graczy, że wszystko może

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym