To nie znaczy, że Lech nie zmierzy się z drużynami z najwyższej półki. Może trafić choćby na Borussię Dortmund, ponownie na Bazyleę, Schalke, SSC Napoli, Tottenham, czy Villareal z pierwszego koszyka, AS Fiorentinę, Lazio, Club Brugge, Besiktas Stambuł z drugiego, Patizan Belgrad, Rosenborg Trondheim, Belenenses Lizbona z czwartego.
Poziom europejskiego futbolu stale rośnie, każda drużyna z czołówki może wygrać z każdą, więc liczenie na korzystne losowanie byłoby naiwnością. Lepiej mierzyć się z zespołami topowymi niż z uchodzącymi za przeciętne, ale potrafiącymi nawiązać wyrównaną walkę z każdym. O tym, że w takiej stawce trudno o słabeuszy, przekonują kluby z Kazachstanu, czy Azerbejdżanu, do niedawna klasyczni dostarczyciele punktów, teraz coraz bogatsze. Oceniając realnie, Lech wydaje się być bez szans w pojedynkach z każdą drużyną z pierwszego i drugiego koszyka. Przed pięciu laty też stał na straconej pozycji. Trzeba pamiętać, że najlepsze, najbogatsze europejskie klubu nie zawsze podchodzą do Ligi Europy, rozgrywek niższej rangi, „pucharu pocieszenia”, z taką samą powagą, jak do Ligi Mistrzów.



