Tamas Kadar piłkarzem Lecha

Węgierski obrońca podpisał kontrakt obowiązujący do czerwca 2018 roku. Prawdopodobnie kosztował Lecha prawie pół miliona euro. Nic nie wskazuje, by w tym okienku transferowym klub miał jeszcze kogokolwiek sprowadzić. Trener Maciej Skorża, który liczył na trzech-czterech nowych graczy, musi to zaakceptować. I liczyć, że Karol Linetty i Łukasz Trałka będą do jego dyspozycji w każdym meczu.

Tamas Kadar przyszedł do Lecha z węgierskiego Diósgyőri VTK. Mimo młodego wieku (prawie 25 lat) ma za sobą międzynarodową karierę – grał w Anglii i Holandii. Jest reprezentantem swego kraju. Lepiej posługuje się lewą nogą, potrafi grać także na bocznej obronie i w razie konieczności na pozycji defensywnego pomocnika. Ta okoliczność ma duże znaczenie w sytuacji, gdy w dalszym ciągu Lech boryka się z brakiem graczy o takiej specjalności, a każda absencja Trałki lub Linetty’ego to dla trenera duży ból głowy. Węgier poleciał już do Turcji, by dołączyć do drużyny. Być może w niedzielę zagra w sparingu przeciwko Anży Machaczkała.

Jeżeli okaże się, że rzeczywiście w tym okienku transferowym Lech sprowadził tylko dwóch zawodników z Węgier (z których młody David Holman traktowany jest jako uzupełnienie, a nie wzmocnienie składu), nie będzie można powiedzieć, że trener Kolejorza otrzymał wszystko, na co liczył. W tej sytuacji wyprzedzenie Legii może się okazać zadaniem bardzo trudnym.

fot. Adam Ciereszko/Lech Poznań/www.lechpoznan.pl

Udostępnij:

Podobne

Za darmo punktów nie przyznają

Chyba jeszcze nigdy w historii na Lecha nie spłynęło tak wiele pochwał. Za dobre i konsekwentne zarządzanie klubem, za rozsądną politykę finansową, za wizjonerstwo, którego

Bez pomysłu, bez pewności siebie, bez goli

Nie tak miała wyglądać inauguracja rozgrywek ligowych przez mistrza Polski. Spłynęło na niego ostatnio mnóstwo pochwał, zaczął się jawić jako wschodząca potęga nie tylko krajowego

Przyjaźń? Byle nie na boisku

Na niczym Lech gorzej ostatnio nie wychodzi niż na tzw. meczach przyjaźni. W poprzednim sezonie przyszły mistrz Polski rozgrywał dwa takie dwumecze, a w każdym