Kalju Nomme szybko uzyskało prowadzenie po strzale Felipe Nunesa i postawiło rywala, który przegrał u siebie pierwszy mecz, w trudnej sytuacji. Po kwadransie był jednak remis, gola dla klubu z Reykjaviku zdobył Einar Omarsson. Teraz Islandczykom wystarczał jeden gol by awansować, jednak na prowadzenie znów wyszli gospodarze, gdy w 53 minucie zdobyło drugiego gola (Wakui). Fram ponownie doprowadził do remisu w 64 minucie, po golu Tryggvi Bjarnasona. Mimo okazji dla obu drużyn nic już się nie zmieniło. Przeciwnikiem Lecha będzie drużyna z Estonii.
W meczu z Framem nie pokazała ona dużej klasy i dojrzałości, ale to samo można powiedzieć o postawie Lecha w ostatnim sparingu przed sezonem. Jego partnerem miała być czeska drużyna Teplic, która jednak zachowała się nieprofesjonalnie odwołując mecz kilka dni przed faktem. Zastępczym przeciwnikiem zostało I-ligowe Zagłębie Lubin. I postawiło znacznie wyżej notowanej poznańskiej drużynie trudne warunki. Lech chciał zagrać z mocnym rywalem. I zagrał. W I połowie Lubinianie o mało nie zdobyli gola, groźne strzały oddawali Woźniak, Błąd, Papastopulos, czyli piłkarze dobrze znani z boisk ekstraklasy. Dla Lecha bramkę mógł zdobyć wystawiony w ataku, w miejsce leczącego się Teodorczyka, Hamalainen.
Pierwszą połowę Lech rozpoczął w składzie, który prawdopodobnie będzie bliski wyjściowemu w wyjazdowym spotkaniu pucharowym. W bramce stał Burić, obrona grała w składzie Kędziora, Wołąkiewicz, Wilusz, Heriquez. Defensywnymi pomocnikami mogli być tylko Trałka i Linetty. Przed nimi biegali Lovrencsics, Jevtić i Pawłowski, na szpicy grał Hamalainen. Ci sami zawodnicy rozpoczęli drugą połowę, potem jednak weszli na boisko Kamiński (za Henriqueza) i Formella )za Lovrencsicsa).
Po dwóch minutach powinno był 1:0 dla Lecha. Niestety, strzał Hamalainena był zbyt słaby. Niewiele ciekawego potem się działo, także po zmianie kolejnych dwóch zawodników – Arajuuriego za Kędziorę i Ubiparipa za Hamalainena. Serb nawet trafił do siatki, jednak sędzia pokazał spalonego i gola nie uznał. Zagłębie dokonało znacznie większej liczby zmian, na boisko wchodzili zawodnicy zupełnie nieznani, ale Lech nie potrafił sobie poradzić nawet z nimi. Co gorsze – stracił kuriozalną bramkę, gdy Lubinianie kontynuowali grę mimo iż kontuzjowany w polu karnym leżał Trałka. W ostatnich minutach na boisku pokazał się jeszcze Jan Bednarek, w miejsce Wołąkiewicza.
Sparing zakończył się w ten sposób niespodziewaną porażką Lecha grającego w najlepszym składzie, na jaki go było stać. Czy to powód do niepokoju? Sparingi rządzą się własnymi prawami i zwykle wielkiej wagi do ich wyników się nie przywiązuje. Ten jednak miał być ostatnim sprawdzianem przed sezonem, a Kolejorz niczego ciekawego w nim nie pokazał.



