Żądacie szpaleru? Schowajcie Hadaja!

Już wiadomo, że mistrzostwo kraju zdobywa klub, którego właścicielom na tym zależało, nastawili się na to, budowali drużynę mocną personalnie, wygrywającą. Kiedy sportowe sprawy zostały rozstrzygnięte, trzeba jeszcze rozwiązać problem, od którego zależy cała przyszłość polskiego futbolu: czy piłkarze Lecha powinni zrobić Legii w Warszawie tak zwany szpaler. Mówią o tym ostatnio wszyscy, a najwięcej sami zainteresowani, czyli piłkarze Legii.

Jako pierwszy szpaleru od Lecha zaczął się domagać najbardziej żarliwy legionista spośród wszystkich warszawiaków – Bartek Bereszyński. Stwierdził, że jemu i jego kolegom to się po prostu należy. Potem głos zabrał inny rdzenny warszawiak, fan Legii od urodzenia – Miro Radović. On jednak zachował się bardziej powściągliwie. Powiedział, że mu nie zależy, ale Lech powinien. Wygląda więc na to, że on i jego koledzy tylko po to walczyli przez cały sezon, by na koniec piłkarze Lecha ustawili się przy linii bocznej z dwóch stron i bili im brawo. Bez tego mistrzowski tytuł nic nie jest warty.

Zwyczaj honorowania zwycięzców pochodzi z ligi hiszpańskiej. Jest wyrazem szacunku pokonanych wobec tego, kto wygrał rozgrywki. W Polsce tworzenie szpaleru nie jest uregulowane żadnymi przepisami. Nie jest nawet jeszcze nową świecką tradycją. I nic dziwnego, bo jeżeli mamy przejmować zagraniczne zwyczaje, to lepiej zacząć od tych najważniejszych. Jeżeli piłkarze Lecha uznają we własnym gronie, że warto w ten sposób uhonorować Legię, to ustawią się i będą jej bili brawo. Jeżeli stwierdzą, że lepiej pogratulować zwycięzcom ligi w inny sposób, to szpaleru nie będzie. I nic złego się nie stanie. Poziom rozgrywek nie zwiększy się ani nie zmaleje. Trybuny ani się nie wyludnią, ani nie zapełnią.

Gdybym miał podejmować decyzję w tej sprawie, mocno bym się zastanowił, a jedną z okoliczności, którą musiałbym brać pod uwagę, byłoby miejsce rozegrania meczu. Lech przy Łazienkowskiej traktowany jest szczególnie. Nie chodzi o publiczność, bo ani Lech w Warszawie, ani Legia w Poznaniu nigdy nie są witane serdecznie i oklaskiwane, co od wielu dekad nikogo nie bulwersuje. Chodzi o konferansjera, a niejaki Wojciech Hadaj to postać jedyna w swoim rodzaju. To największy szowinista na szowinistycznym stadionie. Drużynom, których nie lubi, niechęć okazuje w sposób ostentacyjny, wręcz bezczelny.

Piłkarze Lecha mają więc prawo powiedzieć: chcecie, byśmy pogratulowali wam zwycięstwa, to pokażcie, że potraficie okazać szacunek pokonanym. Darujcie sobie szowinizm, choć na jeden dzień zapomnijcie o niskich instynktach. Schowajcie Hadaja, a skorzystacie na tym podwójnie – wasz stadion na ten jeden dzień znajdzie się w Europie.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Finał nie dla Lechitek

Świetny doping trwający przez cały mecz, tysiące kibiców, atmosfera piłkarskiego święta – w takich warunkach toczył się półfinał Pucharu Polskiej kobiet. Do szczęścia zabrakło tylko

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,