Znów na właściwym torze?

Na podstawie meczu z Piastem Gliwice trudno stwierdzić, czy Kolejorz złapał równowagę po katastrofie w Szczecinie. Wygrał wysoko, strzelił piękne bramki, pokazał kilka ładnych i widowiskowych akcji, ale i trochę żenujących pudeł i kompletnie nieudanych zagrań. Łatwiej byłoby ocenić możliwości Lecha, gdyby spotkał się z inną drużyną niż taka, która wysokie porażki z nim ma wpisane w geny.

Mieszane uczucia po tym spotkaniu może mieć Łukasz Teodorczyk. Strzelił gola, drugiego nie uznali mu sędziowie, łatwo i umiejętnie wychodził na bardzo dobre pozycje. Gdyby był lepiej dysponowany i bardziej skoncentrowany, zajmowałby dziś pierwsze miejsce na liście ligowych strzelców. Gdyby miał w zwyczaju podawać do znajdujących się w lepszej sytuacji kolegów, zostałby mistrzem asyst. Do kadry narodowej jednak powołany został i ma szansę zostać zmiennikiem Roberta Lewandowskiego. Musi tylko pracować nad skutecznością, panować nad emocjami, myśleć o partnerach.

W jaki sposób należy obsługiwać kolegów, zademonstrował starszemu koledze Dawid Kownacki. Skąd u niespełna 17-latka taka dojrzałość? To może być gracz wielkiego formatu. Czeka na niego mnóstwo niebezpieczeństw, ich uniknięcie zależy od dojrzałości i życiowej mądrości wszystkich ludzi mających wpływ na jego losy. Jeżeli stworzy mu się dobre warunki rozwoju nie tyle piłkarskiego – bo o to możemy być zupełnie spokojni – co mentalnego, to nie tylko Lech, ale polska piłka skorzysta na tym niesamowicie. Takie talenty ujawniają nam się zbyt rzadko, by pozwolić sobie na ich marnowanie.

Inny wielki talent Lecha, Karol Linetty, też wydaje się rozwijać prawidłowo. Dzięki młodszemu koledze zdobył pierwszego ligowego gola. Nabrał tężyzny fizycznej, nie przegrywa bezpośrednich starć ze znacznie starszymi przeciwnikami. Nie tylko fizycznie, ale i mentalnie mocno trzyma się ziemi. Nie odleci. Wie, jakie ma braki. Zbyt często notuje proste straty. Czeka go dużo pracy nad opanowaniem piłki, a także nad zwinnością, by szła ona w parze z siłą. Jako piłkarz dorasta tak szybko, że lada chwila polska liga  zrobi się dla niego zbyt słaba.

Długo musieliśmy czekać na przebudzenie się Szymona Pawłowskiego. Rozegrał bardzo dobry mecz ze Śląskiem, w Szczecinie natomiast widzieliśmy tego samego, zagubionego, notorycznie gubiącego piłkę zawodnika co jesienią, gdy zmagał się z pozostałościami kontuzji. W sobotę znów zagrał doskonale, a przede wszystkim skutecznie. Potrzeba nie lada kunsztu, by przyjąć mocne podanie, płynnie ułożyć sobie piłkę do strzału i posłać ją dokładnie tam, gdzie bramkarz nie sięgnie. Tak zachował się przy swym drugim golu, choć i pierwszemu urody odmówić nie można. Oby Szymonowi zdrowie dopisywało i pozwoliło pokazywać piłkarską klasę.

Nie wiem, czy wystawiony w Szczecinie Arboleda potrafiłby zapobiec klęsce. W meczu z Piastem nie popełnił żadnego błędu. Wyprzedzał przeciwników, był od nich sprawniejszy i silniejszy, zniechęcał ich do walki. Drużyna bez obrońcy o takich parametrach jest łatwym łupem dla każdego rywala mającego w składzie silnych, zdecydowanych napastników. Takich, jak Marcin Robak. W wielu klubach grają podobni. Być może Mariusz Rumak powinien rozważyć częstsze wystawianie Manuela, dopóki jeszcze mieszka w Poznaniu. Silnym obrońcą podobno jest też Arajuuri, ale w meczu o stawkę nikt go jeszcze w barwach Lecha nie oglądał.

Jak z tego wynika, pozytywów w grze Lecha nie brakuje. Niestety, nie z wszystkiego możemy się cieszyć. Trochę gorzej zagrał Lovrencsics, ale możliwości tego zawodnika dobrze już znamy i wiemy, że za tydzień, przy sprzyjających okolicznościach, potrafi zapewnić Lechowi zwycięstwo. Gorzej przedstawia się sprawa z Daylonem Claasenem. Podobno w Belgii spisywał się znakomicie, ale teraz tylko sporadycznie pokazuje próbki dużych możliwości. Nikt nie wie, dlaczego jest cieniem samego siebie. Trzymajmy kciuki, by odzyskał klasę zanim wygaśnie mu kontrakt w Poznaniu.

Ciągle możemy mieć zastrzeżenia do płynności gry Lecha. Nasi piłkarze potrafią „wsiąść” na przeciwnika, uniemożliwić wyprowadzenie akcji, przechwycić ważne podania. Kiedy jednak prosi się, by szybko zaatakować z własnej połowy, podejmują nietrafne decyzje, albo niecelne podają. Ciągle też występują problemy z rozgrywaniem ataku pozycyjnego. Kolejorz miał w sobotę przewagę, dużo atakował, ale o jego stylu najwymowniej świadczy to, że wszystkie cztery gole zdobył po szybkich atakach. Były w jednakowym stopniu zasługą Lecha, co naiwnie odważnego, nacierającego dużymi siłami Piasta.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli