Zimowa wymiana trawy

Na starej murawie na INEA Stadionie nie można było dłużej grać. I tak, dzięki specjalistycznym zabiegom, wytrzymała bardzo długo, bo od wiosny 2012 roku. Jej stanu od dawna jednak nie można było nazwać dobrym, piłkarze od początku rundy jesiennej skarżyli się na liczne dziury i nierówności, a kiedy zaczęły się chłody i ustała wegetacja, boisko stopniowo zamieniało się w wertepy. Wymiana stałą się konieczna, żadne próby reanimacji trawy nie mogły być skuteczne.

Roboty zaczęły się w niedzielny poranek. Ostatnie zielone akcenty poznikały z boiska w poniedziałek. Mrozów w tych dniach nie trzeba się na szczęście obawiać, choć i nie ma mowy o bujnym wzroście roślin. Czy nie lepiej było przeprowadzić ten proces po zimie, przed pierwszymi meczami? Problem polega na tym, że liga ruszy w pełni zimy, a wtedy – na co zwraca uwagę cytowany przez oficjalną stronę Lecha Grzegorz Szulczyński, greenkeeper INEA Stadionu – w żadnej hodowli nie udałoby się znaleźć trawy w dobrym stanie. Lech nadal musiałby grać na nawierzchni fatalnej.

Władze klubu, który wspólnie ze swoją spółką Marcelin Management zarządza INEA Stadionem, nie biorą pod uwagę instalacji boiska ze sztuczną trawą. Konstrukcja dachu wyklucza prawidłowe naświetlenie trawy słońcem przez cały rok, w grudniu boisko przez całą dobę pozostaje w cieniu. W tej sytuacji prawdopodobnie nie obejdzie się bez kupienia drogiego sprzętu do pielęgnacji trawy. Alternatywą są częste wymiany, bo szanse, że ułożona z rolki trawa zapuści w podłoże korzenie, nie jest duża. Od 2011 roku jeszcze się to nie udało.

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli