To już jest poważny kryzys

Od rana w radiowych serwisach sportowych powtarzają, że w Poznaniu sensacja, bo Lech przegrał z Pogonią. Co to za sensacja?! Przecież Pogoń jest na fali, piłkarzy wprawdzie ma topornych, ale od początku sezonu grają oni swobodnie i wiedzą, że po dośrodkowaniach wystarczy zrobić trochę zamieszania w polu karnym, by stworzyć dobrą okazję bramkową. Dla odmiany Lech jest w kompletnej rozsypce. I nie tylko złym stanem zdrowia połowy drużyny można to wytłumaczyć.

Uciekają punkty, uciekają przeliczani na pieniądze kibice. Aż się prosi, by podjąć działania, które dadzą im nadzieje na odwrócenie złego losu. Byle te ruchy nie były nerwowe, bo reagować gwałtownie to prawie nigdy nie znaczy reagować mądrze. Tylko jedno jest gorsze od szybkich i nerwowych ruchów: udawanie, że wszystko jest pod kontrolą. Chcąc zażegnać kryzys we własnej firmie trzeba być mądrym, cierpliwym, ale i gotowym podejmować radykalne decyzje szefem. Jeszcze kilka porażek i sytuacja Lecha stanie się krytyczna. A wtedy każda decyzja będzie albo spóźniona, albo zbyt nerwowa.

Po ostatniej publikacji w „Przeglądzie Sportowym” zaczęła się dyskusja na temat stanu klubowych finansów. Niewielu komentatorów pamięta, że klub sportowy to specyficzna firma. Tu nie wystarczy zastosowanie podstawowych biznesowych reguł, by wyjść na swoje. W futbolu wydawane lub oszczędzone pieniądze nie przekładają się natychmiast na uzyskiwane wyniki. Nie trzeba kupować drogich piłkarzy, by zapewnić sobie finansowe sukcesy. Piłkarz to nie wydajna maszyna, to nie samochód. Każdy potrafi porównać osiągi samochodów. Właściwie ocenić możliwości piłkarza potrafi tylko doświadczony fachowiec. Taki zawsze będzie mądrzejszy od zbiorowej mądrości komitetu transferowego.

Niedawno Lech zmierzył się ze Śląskiem Wrocław, czyli klubem bez porównania biedniejszym, do tego z niewyjaśnioną sytuacją właścicielską, z realnym zagrożeniem utraty ekstraklasowej licencji. Okazało się, że we Wrocławiu grają zawodnicy, za których nic nie trzeba było płacić, ale którzy potrafią o wiele więcej niż piłkarze rekomendowani przez skautów Lecha i zatwierdzeni przez komitet transferowy. Doświadczony trener nawet z przypadkowej zbieraniny potrafi stworzyć zespół wykorzystujący swoje atuty, zdobywający wicemistrzostwo i mistrzostwo kraju.

Stosowanie biznesowych reguł, narzucanie sobie oszczędności nie poprawi finansów klubu piłkarskiego, jeżeli nie będzie drużyny potrafiącej wygrywać, przyciągać na stadion ludzi, czyli klientów firmy. Budowy takiego zespołu nie nauczą w żadnej uczelni, nawet sportowej. Tu trzeba mieć dużą wiedzę, a na dodatek odrobinę intuicji. Właściciel przedsiębiorstwa o nazwie KKS Lech Poznań SA musi więc odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki jest jego priorytet. Jeżeli jest nim stworzenie mocnej drużyny, to musi mieć do tego fachowców. Z mądrego dyrektora sportowego byłaby o wiele większa korzyść niż z kilku dyrektorów-do-spraw-czegoś-tam. Klub sportowy to nie korporacja. Tu trzeba myśleć.

Jedno jeszcze odróżnia klub sportowy od pozostałych przedsiębiorstw. Zwykła firma działa sobie po cichu, bez rozgłosu, medialnego zamętu. W klubie sportowym każda, nawet błaha decyzja wywołuje liczne komentarze, a jeszcze goręcej krytykuje się brak decyzji. Zarządzać takim bałaganem jest równie trudno jak prowadzić drużynę piłkarską.

Udostępnij:

Podobne

Triumf z (lekkim) niedosytem

Kto śledzi najnowsze dzieje Lecha wie, że w każdej, nawet najmniej spodziewanej chwili można się spodziewać kłopotów. Przed meczem w Szczecinie trzeba się było obawiać,

Syndrom Lecha Poznań

Wypełniony stadion, oczekiwanie kolejnego triumfu lidera, atmosfera piłkarskiego święta, korzystne wyniki meczów rywali, szansa na wypracowanie przewagi nad nimi – co mogło pójść nie pomyśli